IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry!

Pomoc dla nowych graczy

Forumowy Discord

Share | 
 

 Akademik: Pokój Shirotori

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-03, 22:38

- Najchętniej to w ogóle bym nie walczył - gderał Shu. - Tamte łobuzy pewnikiem wystawią przeciwko nam najlepszych z pierwszej grupy. Nie mamy szans, chociaż dla osoby, która stoczyła walkę z ryoka pojedynek na bokkeny z kilkoma uczniami pewno nie brzmi przerażająco, ale mi się to nie uśmiecha.
Shu zdawał się zły na cały świat, że został postawiony przed takim wyzwaniem, co niezbyt spodobało się Manabu.
- Rozumiem cię, ale co innego możemy zrobić? Skoro nauczyciele wiedzą o podobnych bitkach, to nie mamy co do nich iść po pomoc, a jak się nie stawimy na miejscu to ci szlachcice są gotowi zatruć nam następne cztery lata. Tak przynajmniej mi się wydaje... ech, gdybyśmy tylko mieli więcej czasu do namysłu. - Pokręcił głową z rezygnacją, po czym odetchnął głęboko i zerknął na Shirotori'ego. - Nie jestem dobry ani w bokkenie, ani w walce na pięści. Z hakudo znam tylko shou, a z bakudo kilka jednocyfrówek. Ojciec nauczył mnie za to jak opatrywać rany, także jeśli sam nie zostanę mocno zbity to będę mógł wam trochę ulżyć w cierpieniu. - Uśmiechnął się krzywo.
- Całkiem szybko biegam - mruknął Shu. - Ale nie jestem zbyt wytrzymały także plan biegania w kółko, aż w końcu goniący mnie drab padnie na ziemię raczej nie wchodzi w grę. W sumie znam dość sporo jednocyfrowych kido, a z większego kalibru umiem rzucać kashitsu i kasai.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-04, 20:13

Najwyraźniej wizja wieczornego pojedynku trochę przerosła jakiekolwiek oczekiwania chłopaków. Niby uczęszczali na wszystkie zajęcia, jak również prawię regularnie trenowali. Jednak życie momentami bywało po prostu brutalne. Głównie dlatego Shirotori unikał tłumów czy sztucznych relacji. Wolał działać na własną rękę. "Przynajmniej nikt nie wbije noża w plecy... Ostrożność, czujność oraz cierpliwość... Musisz zaatakować pierwszy, jeśli pragniesz przeżyć wśród tych hien." Kolejny raz przez głowę chłopaka przeszło "to" dziwne porównanie. Nieznane słowa irytowały niczym zjawy. No mniejsza... Ktoś musiał podjąć męską decyzję. Szkoda tylko, że ponownie padło na białowłosego. Wręcz nienawidził grać funkcji kapitana.
-Z całym szacunkiem panowie, ale wystarczy tego marudzenia. Pomogliście mi wtedy, więc ponoszę pełną odpowiedzialność. Szczerze przyznaje, że początkowo wolałem uniknąć starcia. Jednak teraz przyjmę ich wyzwanie na klatę. Ktoś tam zostanie zwycięzcą, a ktoś przegranym... Ja też dysponuję paroma zaklęciami i niespodziankami. Najlepiej zacząć starcie od ognistego wiru. Zamiast bezpośrednio nokautować swojego przeciwnika, to posłać zaklęcie we wrogiego sparing partnera... Chwilowo mało istotne... Zbieram swoje szanowne cztery litery i idę...- Chłopak nie zamierzał tak łatwo odpuszczać. Właściwie choć minimalnie próbował nadać sens temu pojedynkowi. Pragnął wierzyć, że spłaci dług wobec współtowarzyszy albo nauczy tamtych nieco pokory czy szacunku. Przecież wszystko posiada przyczynę, jak również druga głębie. Shirotori postanowił sprawdzić te hipotezy. Jeżeli uruchomi błędne koło "mordobicia", to ciężko zwątpi w sensowność "akademickiego systemu"... Tymczasem młodzian ruszył pomału do drzwi. Najwyższy czas przezwyciężyć własne słabości, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-07, 11:28

Koledzy spojrzeli na Shirotori'ego z nadzieją. Oto lider potrzebny w trudnych czasach, osoba, która mierzyła się ze znacznie większym niebezpieczeństwem niż paru łobuzów i przeżyła.
- Zaczekaj, Shirotori-san. - Usłyszał za sobą głos Manabu, gdy podszedł już do drzwi. - Może powinniśmy jakoś przygotować się przez te parę godzin?
- Trochę mało czasu żeby uczyć się czegoś nowego - odparł Shu.
- Niekoniecznie. Zawsze możemy znaleźć jakiegoś starszego ucznia, który brał udział w podobnym starciu i wypytać o jakieś porady. Nie zaszkodziłoby dowiedzieć się z kim przyjdzie nam walczyć. Na pewno wśród pierwszej grupy krążą plotki na temat naszych przeciwników.
- Hej, to faktycznie niegłupie. Nie spodziewałem się tego po tobie Manabu. Zawsze taki spokojny, a tutaj takie strategiczne pomysły cię nachodzą.
- Hmm. To nie jest nic nadzwyczajnego. Po prostu chcę dać nam szansę. Nie możemy tam iść z myślą o jak najmniejszym wymiarze kary.
- W sumie... nikt na nas pewno nie postawi. Mielibyśmy branie u dziewczyn jakbyśmy jednak wygrali - zaśmiał się Shu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-10, 21:36

Właśnie tych spojrzeń Shirotori nie lubił najbardziej. Dosłownie złudna nadzieja... Towarzystwo zaczęło widzieć w nim kogoś więcej niż zwykłego, prostego uczniaka. No niestety... Do bohaterstwa sporo mu brakowało. Przecież gdyby dysponował super mocami, to kapitanowie już dawno zaproponowaliby białowłosemu ciepła posadkę. Tymczasem drużyna "samotnych zwierzaków" zyskała prawdziwego taktyka. Gdyby (jakimś cudem) znaleźli jeszcze wojownika z krwi i kości, to prawdopodobnie wygraliby ten bezsensowny pojedynek. No cóż... Jego matka zawsze mawiała: lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Dlatego Shiro pokiwał głową, kiedy spokojnie wysłuchał propozycji Manabu...
-Ewentualnie podpowiedziałby skąd wziąć lepszą broń... Właściwie miałem szalony pomysł, ale trudno szukać odpowiednich roślin wieczorem. Gdybyśmy tak wymazali miecze jakąś trującą rośliną, lub powodującą swędzenie... Nikt nie zakazał nam przebiegłości, prawda? Dobra chłopaki! Idziemy, bo szkoda czasu. Zdobądźmy choćby szczątkowe informacje i wtedy układajmy jakikolwiek plan działania.- Chłopak zachowywał stoicki spokój. Nie pierwszy raz zostanie pokonany. Jeszcze pamiętał docinki pod prysznicem, a później tamten upadek podczas ucieczki. Owszem wyrównają rachunki, ale co potem... Jakoś czuł, że porażka jest im pisana niczym mroczna przepowiednia. Ostatecznie musiał dać szansę chłopakom. Może go mile zaskoczą? Tymczasem należało odszukać kogoś życzliwego. Wszak nie każdy lubił jawnie mówić o tych szemranych pojedynkach, prawda?  


Ostatnio zmieniony przez Haruaki Kuchiki dnia 2017-09-11, 18:25, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-11, 16:10

[Co kopiujesz fragmenty moich postów. Bo cię jeszcze za pogwałcenie praw autorskich pozwę ];< ]

Pomysł Shirotori'ego chłopcy przyjęli z mieszanym entuzjazmem.
- To mogłaby być myśl jakbyśmy rzeczywiście mieli więcej czasu. - Manabu podrapał się po szyi. - Nawet znam odpowiednie zioła, ale to musielibyśmy je podać im na jedzenia czy picia. Wysmarowanie bokkenów raczej dobrego efektu by nie dało.
- Rany, nie będę już od ciebie żebrać niczego do picia - stwierdził nieco zaniepokojony wypowiedzią kolegi Shu. - Hmm, ale z tą przebiegłością trafiłeś w punkt. Szkoda tylko, że nie jestem zbyt przebiegły...
Gdy wychodzili z pokoju morale drużyny nie należało do najwyższych. Wieść o ich walce musiała już się rozejść. Dwójka starszych studentów, których minęli na korytarzu ze śmiechem życzyła im otrzymania jak najmniejszego wymiaru kary. Shu przełknął nerwowo ślinę, aczkolwiek zaraz nabrał pewności. Wypiął dumnie pierś i uniósł głowę. gdy jakaś ładna dziewczyna podeszła i poprosiła ich żeby pokazali szlachciurom, że akademia nie jest ich prywatnym folwarkiem.
- Chłopaki... no to teraz nie możemy przegrać - mruknął, gdy dziewczyna już się oddaliła. Zerknął na wciąż im się przyglądających starszych studentów. - To co? Próbujemy z tymi? Wydają się dobrze zorientowani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-16, 22:20

Przepraszam... Poprawie się i wlepię po całości...


No cóż... Shirotori ze stoickim spokojem przemilczał jakiekolwiek wyjaśnienia odnośnie pomysłu z roślinami czy truciznami. Najwyraźniej nie posiadał (jakże ważnego u lidera) daru tłumaczenia. Ewentualnie współtowarzysze mocno zawężali zakres własnej wyobraźni. Tymczasem cenne minuty uciekał, a kluczowych informacji nie przybywało. Musieli koniecznie znaleźć jakichś "życzliwszych" uczniów. Wtem... Chłopak błyskawicznie powrócił myślami do pewnego wspomnienia. "Tamten chłopak mnie podniósł. Później powiedział coś o przejęciu sprawy... To jego należałoby wypytać o szczegóły. Może nawet jego znajomi udzielili by nam wsparcia..." Niespodziewanie Shiro poczuł nikły przypływ nadziei. Zaczerpnął pokaźny haust powietrza i popędził przed siebie niczym pies spuszczony ze smyczy. Oczywiście lepiej chwilowo omijać strony, gdzie szlachcice zamieszkiwali pokoje samodzielnie. Plotki stanowiły ostatnią rzecz jaką chciałby dzisiaj odczuć. Ostatecznie Shiro wytężał swój słuch, a także wzrok. Przecież jegomość skierował swe "dawne" słowa bezpośrednio do niego. Raczej niemożliwością byłoby przegapienie go, prawda? Oby pozostała dwójka nadążyła. Ewentualnie zobaczą się we wskazanym przez "bandytów" miejscu...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-18, 16:22

- H-hej, dokąd! - Usłyszał za sobą speszonego Shu. Koledzy popędzili za Shirotorim nie mając oczywiście pojęcia gdzie ten zmierza. Studenci odskakiwali z drogi pędzącemu młodzianowi. Ktoś tam zagroził, że zawoła dozorczynię, bo bieganie po korytarzach jest zakazane, ale kto by się przejmował kapusiami. Miał ważniejszą sprawę na głowie.
Szczęśliwie wśród osób, których szukał znajdowała się mocno charakterystyczna persona. Być może jedyna taka na całą akademię i to ją właśnie białowłosy dojrzał po kilku minutach poszukiwań. Siedział w akademickiej stołówce wraz z rudym chłopakiem, który również uczestniczył w wydarzeniach tamtego feralnego dnia miesiąc temu.
- Bo jeszcze nam stół stratujesz. - Zaśmiał się ciemnoskóry student przeczesując palcami czarne loki, gdyż Shirotori rzeczywiście ledwo zdołał wyhamować. Shu i Manabu zniknęli, najwyraźniej zgubili się nie mogąc dorównać narzuconemu tempu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-19, 21:55

Nareszcie coś poszło zgodnie z planem. Choć trzeba przyznać, że takowych sytuacji bywało coraz mniej. Niestety niechciana sława niosła za sobą olbrzymie konsekwencje. Właśnie dlatego współtowarzysze widzieli w nim "chodzący cud" zamiast normalnego nastolatka. Tymczasem należało znaleźć język w gębie i popytać jegomościa o istotne sprawy. Tylko jak zacząć tę banalną historię... Wszak przyjął wyzwanie głównie przez wcześniejsze poświęcenie Shu. Wreszcie białowłosy wziął kilka głębszych wdechów, aby uspokoić rozszalałe serducho. Następnie przybrał normalna postawę. Wolał unikać kolejnych długów czy jakichkolwiek zobowiązań.
-Przepraszam, że przeszkadzam podczas posiłku. Jestem Shirotori Onpuu. Dokładnie jakiś miesiąc temu ocaliłeś mi skórę przed czerwonowłosym kolegą, pamiętasz?- Właściwie Shiro po raz pierwszy nie był pewny na ile sobie może pozwolić. Przecież rozmówca mógł go błyskawicznie odprawić. Ewentualnie zrobią z igły widły, ale cóż...
-Teraz mam pewien problem... Ten sam jegomość pragnie abym wziął udział w honorowym pojedynku z kimś pierwszorocznym. Problem w tym, że samodzielnie jeszcze jakoś przyjąłbym lanie albo coś... Niestety moi współtowarzysze także zostali wciągnięci... Oni pomogli mi podczas tamtej bójki i chciałbym jakoś zrekompensować tę przysługę. Dlatego szukam informacji u mądrzejszego od siebie, czyli konkretnie ciebie.- Oby ciemnoskóry zrozumiał cokolwiek z tego monologu. W końcu Shirotori starał się brzmieć oficjalnie, jak również poważnie. Nawet przyglądał się rozmówcy z lekkim zaciekawieniem. Przecież to ostatnia deska ratunku, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-23, 20:09

- Ja jestem Kasshoku Kin, a to Karamatsu Daiki. Oboje z trzeciego roku. - Ciemnoskóry przedstawił siebie i kolegę.
Siedział luźno z ramionami przewieszonymi przez oparcie postukując piętą o podłogę. Jego kolega przyglądał się Shirotori'emu niepewnie, jakby naszły go złe przeczucia. Wyglądał bardzo młodo jak na ucznia z trzeciego rocznika. Jakieś dwanaście-trzynaście lat, chociaż rzeczywistą liczbę lat mógł maskować niski wzrost i chuderlawa sylwetka uwydatniana przez zwisające na chłopcu kimono. Miał włosy koloru marchewki, sporo piegów i brązowe oczy.
Kin odsunął krzesło obok siebie zapraszając białowłosego do spoczynku. Gdy ten skończył swoją opowieść starsi rocznikowo studenci spojrzeli po sobie.
- Ach, a więc o was chodziło. Słyszeliśmy, że coś się dzisiaj na boisku szykuje - przyznał Kin. - Kurcze, poważna sprawa. Ten Nokogiri to naprawdę przykry typ i trudno będzie się z tego wywinąć, ale mamy dojścia w V dywizji to może uda coś się zorganizować. - Uśmiechnięty Kin mrugnął do Shirotori'ego. - Ale to i tak nie załatwi sprawi, a pewno i nawet pogorszy. Nokogiri będzie jeszcze bardziej na was cięty, a koledzy studenci uznają was za tchórzy i kapusiów. Hmm, ciężka sprawa, ciężka.
- Może zawołać Shun'a? - Zasugerował nieśmiało Daiki.
- Ech? Nie, raczej nie. To tylko pogorszyłoby sytuację, ale możemy z wami pójść na miejsce - zaproponował. - Pomożemy gdyby tamci zaczęli coś kombinować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-25, 20:25

Najwyraźniej wszystko sprzysięgło się przeciwko Shiro. Niby znalazł kompetentniejszą osobę od siebie, ale ta również doradzała mu pojedynek. Dlatego chłopak nawet nie powstrzymywał swojego ironicznego uśmiechu. Ostatecznie zajął wskazane miejsce przy stoliku. Po co jeszcze bardziej zwracać uwagę otoczenia, prawda? Ciekawe tylko kto miał schowane lepsze argumenty....
-Właściwie całe zamieszanie wynikło głównie z mojej winy. Po prostu nie przepadam za przypisywaniem komuś konkretnej łatki albo tak zwaną upierdliwością. Przecież nie musimy się lubić, ale wypadałoby choćby tolerować każdego. Zresztą nieważne... Kiedyś powstało błędne koło, a historia lubi powtórki...- Chłopak sam konkretnie nie wiedział czego oczekuje od jegomości. Może kilku słów gorzkiej prawdy? "Prawdopodobnie nazwą mnie zaraz naiwnym marzycielem... Cholera~! Niby zagrażają nam demony. Mimo wszystko one korzystają z instynktu przetrwania. Tymczasem niektórzy ludzie po prostu lubią pokazywać swoją wyższość... Nic dziwnego, że chciałbym coś przełamać, coś pozmieniać... Dosłownie rewolucja... Dom szaleńców..." Młodzieniec uspokoił nieco rozszalałą wyobraźnię. Choć fakt faktem anarchia brzmiała bardziej sprawiedliwie niż "demokratyczne rządy". W końcu białowłosy powoli wstał od stołu...
-Nie mogę was prosić o cokolwiek, ponieważ posiadam niewiele... Jednak gdybyście zechcieli nam towarzyszyć, to zyskalibyście moją wdzięczność. Jak wcześniej wspominałem... Samodzielnie zniósłbym porażkę, ale pragnąłbym uniknąć upokorzenia współtowarzyszy.- Teraz Shiro jedynie czekał na odpowiedź starszoklasistów. Choć w duchu poprzysiągł, że ostatni raz prosi kogoś o przysługę. Być dłużnikiem jest gorsze od sromotnej porażki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-25, 20:36

Kin przeczesał dłonią czarne loki wzdychając przeciągle.
- Ehhh, aż tak słabi są twoi koledzy? To chyba jednak będziesz musiał skoczyć po Shuna - zwrócił się do Daiki'ego. - Pewno zrobi się jeszcze większa draka, ale Shun to Shun. Będzie dobrze zabrać go ze sobą.
Rudzielec szybko wziął się za wykonanie sugestii kolegi. Wstał i ruszył na piętro. Ledwo zniknął z pola widzenia, a Kin również się podniósł.
- Pójdę się dowiedzieć z kim w ogóle przyjdzie wam walczyć. Na razie lepiej zaszyj się z kolegami w pokoju i tylko powiedz mi w którym to do was potem przyjdziemy. No... głowa do góry. Zbierzemy kilku chłopa i Nokogiri nie odważy się kombinować. Będziecie mogli skupić się na walce i hej! Kto powiedział, że to wy doznacie upokorzenia? Nic jeszcze nie zostało postanowione. - Zaśmiał się, poklepał Shirotori'ego w plecy i również ruszył na górę, akurat wymijając wchodzących do stołówi Shu i Manabu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-26, 17:10

Właściwie... Czy chłopak dobrze zrobił prosząc o tymczasową pomoc? Na pewno lepiej niż siedzieć i czekać z założonymi rękami. Poza tym nie kojarzył nikogo innego, kto miesiąc temu podniósł broń wobec wrogiego "obozu". No cóż... Gdyby musiał samodzielnie stawić czoła obecnemu zagrożeniu, to prawdopodobnie postąpiłby zupełnie inaczej. Tymczasem rozmówcy podjęli pierwsze, zapobiegawcze kroki. "Świetnie... Chyba właśnie podpisałem cyrograf..." Shirotori mógłby nakierować ich na jego pokój, ale pewnie Ichiro wygłosiłby kolejną moralną gadkę o kłopotach, zasadach itp. Toteż bez chwili zastanowienia zdradził miejscówkę współtowarzyszy niedoli...
-Pokój Shu i Manabu... Tam będziemy stacjonować w razie potrzeby.- Przynajmniej jako taka pewność siebie jeszcze nie opuściła chłopaka. Przecież przetrwał turniej pierwszorocznych i wygraliby pierwszy etap, gdyby słuchali poleceń starszych, doświadczonych weteranów. Mniejsza... Całe szczęście "nowa drużyna trzynasta" jakoś go znalazła. Wypadało przekazać chłopakom dobre albo złe nowiny. Większość zależała od charakteru danej jednostki do czego młodzian już przywykł. Ze stoickim spokojem opuścił poprzednie miejsce, jednocześnie zgarniając ekipę na korytarz.
-Jako przywódca podjąłem pewną stanowczą decyzję i zorganizowałem nam małe wsparcie. Przynajmniej będziemy mieli pewność, że tamci nie próbują oszukiwać. Na chwilę obecną proponowałbym taktyczny odwrót do waszego pokoju. Wiecie coś o niejakim Shunie?- Shiro starał się brzmieć obojętnie, ale chciał wybadać grunt pod nogami. W końcu pierwszoroczni kochają plotkować oraz opowiadać sobie niestworzone historie. Toteż "drużyna trzynasta" pewno niejedno słyszała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-09-28, 15:34

- Ech? To znaczy który to pokój. Jaki ma numer?
Kin'owi najwyraźniej niewiele mówiły same imiona studentów zamieszkujących pokój, ale na szczęście Shirotori przypomniał sobie cyfry na drzwiach pokoju dzięki czemu mógł powiedzieć ciemnoskóremu, że wraz z kolegami będzie na niego czekał pod trzynastką.
Białowłosy poprawił humory kolegom informując o załatwieniu wsparcia.
- Och, to świetnie. Czyli po wszystkim raczej nas nie dobiją na dobre. –Zaśmiał się Shu. – Tak, chyba wiem kim jest ten cały Shun. To był ten poparzony na twarzy chłopak, który bił się wtedy z tym przeklętym Nokogiri’m.
We trójkę powrócili do pokoju i zaledwie kilka minut później rozległo się pukanie do drzwi. To Daiki przyszedł poinformować o reakcji Shun’a. Ponoć strasznie się zdenerwował na wieść, że jego zapszyzięziony wróg Nokogiri wciągnął w swoje gierki pierwszoroczniaków. Poszedł go szukać także pojawiła się szansa, że Shirotori z kolegami jednak nie będą dziś wieczór narażać na szwank swojego zdrowia i godności.
Shu trochę wypytał rudzielca i okazało się, że wojna pomiędzy trzecio rocznymi trwała praktycznie od pierwszego dnia akademii, kiedy Shun jako jedyny nie chciał ustąpić Nokogiri’emu miejsca w kolejce na stołówce. Po dwóch latach wzajemnych obelg, kilku pojedynków i jednego konkursu na mocną głowę w okolicznym barze spór pomiędzy studentami trwał w najlepsze.
Po około pół godzinie do pokoju zajrzał Kin przynosząc wieści o przeciwnikach i nie były to dobre informacje, gdyż zgodnie z obawami Nokogiri zwerbował do swojej drużyny prymusów z najlepszej grupy. Pierwszym z nich był Shihouin szczególnie uzdolniony w hakudzie i ponoć był najszybszym z całej klasy. Kolejny pochodził z jakiegoś pomniejszego rodu, aczkolwiek wyglądał raczej na takiego co zaraz po wyjściu z łona matki wziął siekierę, poszedł do lasu i zaczął ścinać drzewa. Potężny byk o dziwo ponoć całkiem uzdolniony jeśli chodzi o Kido. Blakło to w porównaniu do ostatniego przeciwnika, a właściwie przeciwniczki mającej być prawdziwym geniuszem w dziedzinie demonicznej  magii.
- Widziałem ją na korytarzu i albo jest bardzo młoda, albo po prostu wygląda na taką co ma mniej niż dziesięć lat.
Koledzy zareagowali na tą wieść w różny sposób. Shu zaczął biadolić, że specjalnie wybrali taką małą niepozorną i potem do końca akademii nie dadzą mu zapomnieć o tym, iż zostali pokonani przez dziewczynkę. Manabu natomiast miał poważne obiekcję przeciw w walce z dzieckiem.
Kin przeprosił ich mówiąc żeby poczekali w pokoju z Daikim na Shuna, natomiast sam udał się na poszukiwanie kolegów, którzy stanowiliby obstawę w razie co dla drużyny Shirotori’ego.
Shun pokazał się po kilkunastu nerwowych minutach. Pierwsze wrażenie sprawiał dość groźne.
Wysoki młodzian o oszpeconej twarzy. Od lewego policzka po łuk brwiowy rozpościerała się czerwonobrązowa plama pomarszczonej, zgrubiałej skóry. Gdyby nie ona mógłby uchodzić za całkiem przystojnego. Czarne włosy upięte w kitkę, chłodne szare oczy i wąskie zaciśnięte usta.
- Komugi Shun z klasy 3-1 - przedstawił się, po czym przeszedł od razu do rzeczy. - Rozmawiałem z Nokogirim, ale nie udało mi się was z tego wykręcić... nie znaczy to, że musicie brać w tym udział. Jeśli zdecydujecie się nie stawić na miejscu macie moje słowo, że będę was pilnować żeby nic złego ze strony Nokogiri'ego was nie spotkało. Jeśli zaś podejmiecie wyzwanie będę stał za wami pewnie.
Z jego słów wydzierała determinacja. Spojrzał po młodszych studentach, po czym kontynuował.
- Jeśli wybierzecie drugą opcję otwiera się przed wami kolejny wybór. - Skrzywił się. - Nokogiri pozwolił wam zadecydować czy wolicie walczyć jeden na jednego czy od razu cała grupa przeciw całej grupie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-10-01, 22:51

Chłopak z nadzwyczajnym spokojem powoli przyswajał usłyszane informacje. Po co niepotrzebnie siać panikę albo wzbudzać niezdrową sensację. Poza tym ciekawsze fragmenty lepiej zapamiętać, aby później wykorzystać przeciwko wrogowi. Przynajmniej współtowarzysze grzecznie czekali aż „starsi koledzy” załatwią sprawy. Ostatecznie Shun odwiedził ich osobiście, a ten fakt nieco zaskoczył białowłosego. Bądź co bądź Shirotori przez krótką chwilę myślał, że zostaną pozostawieni samopas. Wreszcie wstał nieco nazbyt dynamicznie i skłonił głowę przed „prawdziwym liderem”.
-Shirotori Onpuu… To przeze mnie całe zajście. Kiedyś rzuciłem pewne zaklęcie, ale mniejsza o szczegóły… Współtowarzysze narażali swoją reputację, aby mi wtedy pomóc. Dlatego przyjmę większość upokorzeń na klatę. Osobiście wolę unikać bezsensownej walki, ale lepiej rozwiązać wszelkie niedomówienia raz, a dobrze. Poza tym ktoś powinien wreszcie przerwać błędne koło. Odpowiadam za własny wybór. Jeżeli koledzy zrezygnują, to uszanuję ich decyzję.- Oczywiście młodzian spojrzał po twarzach "nowej drużyny trzynastej". Prawdopodobnie będą mieli mu za złe. Jednak taki wybór podszeptywał mu sam instynkt oraz serce. "Właśnie dlatego nienawidzę być czyimś dłużnikiem... Chyba zacznę łamać dane słowa. Poza tym... KRÓLU DUSZ! Co za głupi powód jakiejkolwiek kłótni! Tak jakby dzieciaki jeszcze nie dorosły... Zapoczątkuje pewne zmiany choćbym miał tam polec niczym zbity pies..." Wreszcie Shiro przyjął postawę bojową. Był gotów do ewentualnego zwarcia. Po prostu czekał aż trzecioklasiści go zaprowadzą...
-Wolałbym walczyć jednej na jednego. Zwycięzca nie opuszcza placu boju tylko podejmuje kolejne wyzwanie... Zresztą pożyjemy, zobaczymy...- Tymi optymistycznymi słowami Shiro pożegnał ferajnę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-10-02, 19:37

Koledzy poszli w ślady białowłosego. Również wstali i ukłonili się zdradzając senpai'owi swe imiona. Następna chwila upłynęła na mowie Shirotori'ego, która spotkała się z dość ciepłym przyjęciem patrząc po twarzach Manabu i Shu. Ten drugi uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
- Nigdy nie znajdę sobie dziewczyny jeśli teraz stchórzę. Z dwojga złego lepiej już chyba zostać obitym i pocierpieć przez tydzień niż mieć przyczepioną łatkę cykora przez następne cztery lata. Co nie? - Spojrzał na Manabu, który wydawał się tym wszystkim strasznie zmęczony.
- Miejmy już to za sobą - rzekł zrezygnowany. - Niech będzie tak jak mówi Shirotori-san. Walka jeden na jednego.
Białowłosy chciał opuścić pokój, ale gdy mijał Shun'a, ten zatrzymał go kładąc dłoń na ramieniu.
- Cieszy mnie, że myślisz o towarzyszach. Nawet jeśli będziecie walczyć osobno to... wzajemne wsparcie ducha doda wam sił. - Ostatnie słowa wypowiedział z wahaniem, a nawet lekkim zawstydzeniem. - Poczekaj jeszcze chwilę. Moi towarzysze zaraz tu dotrą i razem ruszymy na boisko.
- Mamy chwilę żeby wybrać sobie przeciwnika - odezwał się Manabu. - Od razu mówię, że nie będę walczyć z dziewczynką.
- Mi tam wszystko jedno - stwierdził dość pogodnie jak na obecną sytuację Shu. - Myślałem w sumie nad wyborem tego wielkiego kloca, bo jak wielki to pewno i nie za szybki. Mógłbym go zarzucić kido, ale skoro sam jest w tej dziedzinie niezły to sprawa ciężka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-10-04, 21:49

Właściwie Shirotori sam nie wiedział co powinien odczuwać w tej sytuacji. Niby schlebiało mu uznanie od starszych kolegów. Jednak gdzieś tam wiedział, że to tylko chwilowy kaprys. Przecież pod koniec pojedynku mogą momentalnie zmienić zdanie. Z drugiej strony absurd sytuacji znów go mocno irytował. "Cholera... Dlaczego musimy załatwiać sprawy starszych roczników?! Nawet sami dobrze nie pamiętają o co cała afera... Nic dziwnego, że mało przepadam za arystokratami. Urażona duma czy ego potrafią zdziałać "cuda", prawda? Niech ich wszystkich pies pogryzie..." Wreszcie chłopak przestał bujać w obłokach i uśmiechnął się przepraszająco do współtowarzyszów. Ostatecznie poszli za nim, a mogli odmówić tym samym unikając smutnego losu.
-Spokojnie koledzy... Dziewczynę wezmę na siebie. Płeć to obecnie drugorzędny problem. Natomiast podejrzewam, że największy chłopak wytrzyma sporo obrażeń. Dlatego najlepiej go obezwładnić zaraz na początku. Jeśli znasz zaklęcie trujące albo wiążące zyskasz nieco potrzebnego czasu. Ewentualnie wykorzystaj swoją szybkość. Najbardziej wrażliwe miejsca to oczy, nos, jak również krocze. Krótkotrwałe oślepienie przeciwnika brzmi całkiem sensownie... Drugi rywal to mniejsze zło. Najlepiej trzymać go dystansowo lub prowokować do używania reitasu. Przy czym ostatnia opcja pozbawi go sporo energii duchowej. Bezsensowne wzmacnianie albo rzucanie kidou prowadzi do utraty przytomności. Niestety tylko tyle mogę wam pomóc. Resztę musicie załatwić spokojem, jak również improwizacją. Pamiętajcie, żeby przeanalizować słabe oraz mocne strony przeciwnika. Nawet najlepsza rzecz rywala może stanowić obosieczne ostrze... Powodzenia...- Shiro starał się pokierować nową drużyną trzynastą tak, jak powinien to zrobić podczas turnieju. Choć tamci "rówieśnicy" jakoś średnio korzystali z opcji współpracy, więc winę za przegraną ponosili wszyscy. Obecnie białowłosy zaczynał wierzyć, że może nawet zremisują... Bądź co bądź "prymus" wcale nie oznacza lepszy. Poza tym chłopak miał w rękawie asa, a mianowicie zwierzęcą formę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2017-10-05, 22:13

Koledzy chłonęli chciwie słowa Shirotori'ego. Wyglądali jakby właśnie stawali przed swoją pierwszą bójką w życiu, co też rzeczywiście mogło mieć miejsce. Manabu nie wyglądał na wojowniczą personę, a Shu wydawał się typem unikającym starcia poprzez jak najszybsze danie dyla z niebezpiecznej sfery.
Po zakończeniu przemowy Shun postanowił wtrącić swoje dwa grosze.
- Kiedy widzicie, że was przeciwnik zaczyna inkantację spróbujcie rozproszyć go szybciej rzuconym zaklęciem, a następnie od razu przystąpić do zwarcia. Na waszym poziomie wytrącenie skupienia podczas rzucania kido skutkuje chwilowym zmieszaniem, które można doskonale wykorzystać. Sami starajcie się unikać długich inkantacji, chyba, że uda wam się unieszkodliwić przeciwnika na moment.
Ledwo skończył mówić, a rozległo się pukanie. Ich obstawa powiększyła się o tyczkowatego chłopaka z ostającymi uszami i niskiego, acz barczystego jegomościa o gorylej aparycji. Ruszyli na boisko.

http://bleach.forumpolish.com/t592p30-stare-boisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-01-09, 21:14

Haruaki aka Shirotori

Noc przespał bardzo solidnie, a gdy obudził się rano czuł się w miarę dobrze. Jedynie gdyby zdecydował się pomacać miejsca, w które dostał bokkenem odczułby ból. Porównując siniaki do złamań Shu i Manabu, Shirotori mógł powiedzieć o sobie, że z bitki na boisku wyszedł prawie nietknięty.
Jedynie Yukio znajdował się na swoim łóżku i zapewne za szybko z niego nie wyjdzie, gdyż w jedyny wolny od zajęć dzień lubił leżeć nawet do południa. Nienagannie zasłane łóżko Ichiro było zaś puste. Samozwańczy stróż prawa spędzał niedziele u rodziny w Rukongai i zazwyczaj wracał do akademika pod wieczór.
Przed Shirotorim stała zagwozdka co zrobić z całym wolnym dniem. Pogoda za oknem rysowała się w typowych majowych barwach rozświetlonych blaskiem słońca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-01-19, 18:54

Ledwo Shiro położył się spać, a już musiał wstawać. Szkoda, że ostatnio przestał śnić cokolwiek. No cóż... Plus z tego taki, że potencjalny ból jako tako go ominął. Nawet nie próbował wyobrażać sobie co przechodzili współtowarzysze niedoli. Dlatego chłopak odetchnął z ulgą, jednocześnie opuszczając ciepłe posłanie. Tymczasem chyba białowłosemu sprzyjało szczęście. Najbardziej problematyczny, a zarazem upierdliwy współlokator zniknął z pola widzenia. Niestety... Jakoś tak Shiro ubolewał nad kierunkiem, w którym ta znajomość zmierzała. Czy Ichiro doniósł komu trzeba o bójce? Te myśli nadal krążyły gdzieś wewnątrz głowy Onpuu... Wreszcie młodzieniec zaścielił łóżko jak należy, przebrał się i pospieszenie opuścił pokój. Najpierw chciał oczyścić umysł poprzez poranne bieganie. Potem wypadałoby zażyć prysznic. Choć tamtejsze przeżycia dostarczają więcej uciechy potencjalnym gapiom. Dopiero na końcu Shiro postanowił odwiedzić stołówkę. "Cholera... Tak naprawdę, to nieco obawiam się reakcji tłumów... Ignorowanie mojej osoby bardziej mi schlebia niż nadmierne zadawanie pytań. Jednak znając tamtą dwójkę... Pewnie wczorajsza historia znów zmieniła swoją wersję milion razy... Ehhh... Mimo wszystko kiedyś musi nadejść moment prawdy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-01-25, 18:28

Okolica akademika w niedzielne poranki była dość wyludniona. Zdecydowana większość studentów wykorzystywała fakt, że nie trzeba było wstawać na zajęcia i byczyła się w łóżku stosunkowo długo.
Podczas biegania towarzyszył mu jedynie śpiew ptaków. Dość niezwykła wydawała się pustka i cisza otaczająca teren akademii, jeśli było się przyzwyczajonym do widoku i głosu mrowia studentów krzątających się po okolicy.
Przez najbliższe dni Shirotori zdążył zatęsknić do spokoju niedzielnego poranka. Przez swoje uczestnictwo w ustawce na boisku stał się niemalże celebrytą. Wiele nieznanych mu osób chciało zamienić z nim kilka słów. Przeważały gratulacje i pochlebne opinie nad tym jak dzielnie sobie poczynał. W akademiku zamieszkanym przez rukończyków nikt za szlachtą nie przepadał, a białowłosy zdołał się jej przeciwstawić. Końcowego sukcesu zabrakło niemniej i tak osiągnął sporą rzecz. Również jego koledzy z drużyny cieszyli się większym zainteresowaniem. Shu z chęcią opowiadał każdemu kto chciał go słuchać o szczegółach pamiętnego wieczoru. Za każdym razem jego opowieść coraz bardziej odbiegała od rzeczywistości, tak, że wkrótce wychodziło na to, iż to on nieomal pokonał cały skład drużyny szlachciców, a przegrał tylko przez zdradzieckie shou rzucone ukradkiem przez Nokogiri'ego. Manabu dla odmiany starał się unikać uwagi tłumu, co niestety nie zawsze mu wyszło. Nadal to Shirotori był najbardziej obleganym studentem. W końcu nie tylko walczył ze szlachcicami, ale również z przerażającym ryoka podczas zawodów klas pierwszych.
Żadnej przykrości od strony Nokogiri'ego i jego przydupasów nie zaznali. Raz tylko minęli się na korytarzu, ale nie padło nawet przelotne spojrzenie. Pomijając całe zamieszanie wokół swej osoby, Shirotori miał wolną głowę do nauki. Kolejne dwa tygodnie wykładów i ćwiczeń utwierdzały, że łatwo przetrwać cztery najbliższe lata nie będzie. Jednak dawał sobie radę nie gorzej niż większość kolegów.
Jeśli chodzi o kontakty towarzyskie, to sława Shirotori'ego nieco rozmiękczyła Yukio, który dołączył do gromadki wypytującej o przebieg walki. Ichiro o dziwo nie zgłaszał większych pretensji. Chyba wysłuchał wersji mówiącej, że to szlachcice wymusili na nich uczestnictwo w walce. Nie powstrzymał się jednak przed stwierdzeniem, że w takim wypadku powinni pójść opowiedzieć o wszystkim nauczycielom. Zyskał natomiast wiernych towarzyszy w postaci Shu i Manabu, którzy chętnie spędzali z białowłosym czas jeśli tylko miał na to ochotę. Ba, nawet panienka spoglądała na niego z nieco mniejszą niechęcią. Jej bracia zresztą jako pierwsi pogratulowali Shirotori'emu udanej walki.
Pojawiła się także okazja do nawiązania nowych znajomości, gdyż do klasy 1-2 dołączyły, aż trzy nowe osoby. Haru z charakteru był najbardziej ekscentryczny. Wesoły i pełen energii podchodził do wszystkich z niespotykaną wręcz bezpośredniością. Wystarczyło pomóc mu w drobnej sprawie w stylu wskazania gdzie znajduje się dana klasa, a już łapał cię za rękę potrząsając nią raźno, albo też przytulał się niczym miś koala. Póki co uchodziło mu to płazem w czym zasługę miał jego niezwykle niski, jak na studenta akademii wiek. Wyglądał na najwyżej dziesięć lat i po każdych bardziej wymagających fizycznie zajęciach (bądź w ich trakcie) padał na ziemię niczym martwy. Jakimś cudem na następny dzień promieniował znowu niezachwianą świeżością. Znacznie bardziej przygaszony był kolejny chłopak, który do klasy doszedł jakiś tydzień po Haru. Daisuke był wycofanym młodzieńcem, który na zajęciach praktycznych prezentował wcale wysoki poziom jeśli chodzi o hakudę i zanjutsu. Wilcze uszy na czubku głowy zdecydowanie wyróżniały go z tłumu.
Najświeższym nabytkiem, który przybył ledwo dwa dni temu była niejaka Ikose Kaguya. Sprawiała wrażenie spokojnej, wręcz nieco chłodnej, dziewczyny, która wolała trzymać się na uboczu. Przeszkadzała jej w tym oczywista uroda. Jasnoniebieskie oczy i wspaniałe, sięgające niemal stóp białe włosy robiły swoje i kilku największych klasowych podrywaczy ku jej niezadowoleniu wyraźnie smażyło cholewki.
http://bleach.forumpolish.com/t1190p330-sala-nr-10-dojo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-05-17, 18:43

Shirotori

Pomimo coraz późniejszej pory pokój Shiro stał pusty. Pewno Yukio włóczył się po terenach zielonych, a Ichiro odbywał wieczorny patrol po korytarzach akademika. Dzięki temu białowłosy miał przynajmniej spokój i jeśli nie rozpraszały go głosy dochodzące zza drzwi (głównie utyskiwania na tych bardziej wymagających nauczycieli), to mógł komfortowo pogrążyć się w lekturze.
"Historia związków kami i shinigami" zaczynała się od wstępu głoszącego, że to właśnie kami stoją za powstaniem bogów śmierci. Chociaż książka liczyła już sobie blisko dwieście lat, to autor bolał nad rozluźnieniem związków shinigami z ich boskimi patronami. Shiro zabierał się za pierwszy rozdział, gdy do pokoju wszedł Ichiro.
- Dasz wiarę? - Z ciężkim westchnięciem opadł na swoje łózko. - Jakaś banda idiotów przywiązała pierwszoroczniaka do drzewa przy użyciu bakudo numer pięć. Na dodatek idąc tutaj podsłuchałem mimochodem dwójkę kretynów, którzy zastanawiali się czy nie dałoby się odwrócić działania shou żeby przyciągało zamiast odpychać. Mieli zamiar używać tego do ściągania hakam z dziewczyn... Słowo daję, powinni coś zrobić żeby do akademii nie trafiały takie beznadziejne jednostki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-05-18, 18:26

Wreszcie zapowiadał się jeden ze spokojniejszych wieczorów bez wiecznych pytań Yukio czy umoralniających wykładów Ichiro. Sama lektura pozwoliła chłopakowi chwilowo zapomnieć o wcześniejszym incydencie z dziewczyną. Właściwie autor książki nabił mu niezłego ćwieka samym wstępem. Gdyby tak przeanalizować podaną tam sytuację, to ktoś mógłby uznać pisarza za jawnego heretyka... "Ciekawe... Skoro kami pomogły stworzyć shinigami, to Król Dusz należał do starożytnej rasy jakiś dawno zapomnianych bogów? Może został przez nie pobłogosławiony, ale jego ludzie zapomnieli oddawać należytej czci. W zasadzie każdy śmiertelnik boi się wiecznego kresu..." Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagłe przybycie współlokatora. Białowłosy mimowolnie westchnął cicho i spojrzał wprost na kolegę. Praktycznie miał już powiedzieć "znowu się zaczyna", jednak ostatkiem sił pominął swoją uwagę. Zamiast tego cierpliwie wysłuchał narzekań i pokiwał głową niczym pedagog.
-Chciałem zauważyć, że sami jeszcze jesteśmy pierwszym rocznikiem. Poza tym pochwaliłbym ich za kreatywne myślenie. Zmienianie czy usprawnianie działań zaklęć to praktycznie mistrzostwo magii demonicznej. Choć niestety cel do eksperymentowania obrali sobie niezbyt szczytny. Dlatego pozwól, że jednak nie skomentuję.- Shiro mówił poważnym tonem, ale mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Przecież każdy czasami miewał głupie bądź nazbyt odważne pomysły. Takie prawa rządziły nastoletnimi umysłami w szczególności chłopców. Jeszcze wspominał czasy, kiedy sam odwiedził salon tatuażu mając zaledwie siedemnaście lat. Pamiątkę, czyli czarne pióro między łopatkami, nosił do dzisiaj. Oczywiście unikał pokazywania dzieła komukolwiek.
-Wiesz... Mogę przyznać tobie rację odnośnie systemu edukacji. Moim zdaniem powinni wprowadzić egzaminy wstępne. Część teoretyczną i praktyczną. Ewentualnie sprawdzać potencjał każdego chętnego. Mimo wszystko, żeby cokolwiek zmienić musiałbyś zostać pedagogiem. Jako nauczyciel osiągający dobre wyniki mógłbyś przedstawić gronu pedagogicznemu swoje pomysły... Niestety osobiście siebie tam nie widzę. Mam nawet podstawowy problem z wyborem ulubionego przedmiotu, a co dopiero dywizji.- Białowłosy ominął sporą część prywatnych przemyśleń. Nie chciał zaczynać nowej dyskusji. Poza tym wśród przedmiotów najbardziej zajmowała go magia demoniczna, jak również szermierka. Natomiast najbardziej denerwowały pod względem suchych faktów: historia oraz prawo. Wszędzie wysławiano szlachetne rody, a umniejszano prostych cywilów. Dodatkowo wymagano stuprocentowego oddania kapitanowi. Jednostka nie miała racji bytu, chyba że zdobywała dość wysoki stołek. "Dlaczego większość musi bazować na strachu, posłuchu czy niezdrowej rywalizacji. Owszem dyscyplina jest ważna, ale zaufanie również. Złodziej nie kradnie bez przyczyny, ale lepiej osądzić zanim powtórzy wyczyn..." Niestety tak ten świat funkcjonował.
-Przepraszam Ichiro... Możemy wrócić do tej rozmowy jutro rano. Chciałbym trochę odpocząć i poczytać książkę.- Chłopak wystawił przysłowiową kawę na ławę. Skąd w pamięci ten dziwny zwrot? Co on oznaczał? Lepiej chwilowo nie dociekać. Wreszcie Shiro zaczął ponownie czytać książkę. Może kolejne strony wyjaśnią nieco więcej....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-05-19, 16:10

- Lepiej dla Gotei żeby takie półgłówki nie przejawiały za wiele kreatywności. - Ichiro obstawał przy swoim. - Hmm, ale z tą piątą dywizją to masz rację. Jako nauczyciel mógłbym ukrócić podobne występki. No i miałbym wpływ na system edukacji. - Zamyślił się zaintrygowany sugestią współlokatora. - A... tak, nie przeszkadzam już.
Położył się na łóżku rozmyślając zapewne nad nowym systemem karania niesfornych studentów. Shirotori tymczasem powrócił do przerwanej lektury. Rozdział pierwszy opisywał, jak Król Dusz wybrał piątkę dusz obdarzoną znamienitymi cnotami i wieloma umiejętnościami. Podarował im własnoręcznie stworzone zanpakuto i w ten sposób pierwsza piątka shinigami stała się współpracownikami króla w wielkim dziele zachowania równowagi pomiędzy światami. Jednemu z pierwotnych bogów śmierci została wyjawiana tajemnica wytwarzania asauchi i tak w następnych latach przybywało shinigami, a także zostały postawione fundamenty pod Seireitei. Czas prosperity i ogólnego dobrobytu został przerwany przez zdradę jednego z piątki, którego imię zostało wymazane z historii. Zranił Króla Dusz chcąc przejąć jego tron co stanowiło jednocześnie pierwszy wielki grzech śmiertelnych przeciwko kami. Ranny król opuścił społeczność dusz przenosząc się do swojego pałacu wznoszącego się ponad Seireitei. Razem z nim miasto opuścili pozostali pierwsi shinigami, a władzę namiestniczą przejęli ich potomkowie tworząc rody Kuchiki, Shiba, Shihouin i Ryōdoji.
Zanim zaczął drugi rozdział musiał zapalić lampę, aby zastąpić niknące promienie słońca. Ichiro wstał i zaczął przebierać się do snu. Pojawił się również Yukio witając ich szerokim ziewnięciem.
- Ohhh... co za dzień, mhh. Co tam czytasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-05-23, 20:46

Chyba nadszedł czas na odłożenie lektury i przygotowania do ewentualnego snu. Najwyraźniej współlokatorzy nie zamierzali odpuszczać pod względem rozmów. Shiro podświadomie zaznaczył ostatnią stronę, którą przed momentem przeglądał. Następnie wstał, jak również przeciągnął się niczym kot. Wreszcie zlustrował Ichiro od stóp do czubka głowy.
-Trochę o historii Shinigami. Warto wiedzieć w co się pakujesz, prawda... A ciebie co dzisiaj ciekawego spotkało? Czyżbyś widział pierwszoklasistów, którzy przywiązali kogoś do drzewa?- Białowłosy traktował ostatnie pytanie jako przejaw własnego, specyficznego poczucia humoru. Nawet uśmiechnął się półgębkiem. Choć koledzy mogli odebrać uwagi młodziana nieco inaczej niż początkowo planował. Trudno, darmo... Chyba ostatnio te dwa słowa przylgnęły do niego niczym jakaś mantra. Skąd je pamiętał? Może poprzednia nauczycielka używała podobnego słownictwa. Wolał nie zgadywać. Zamiast tego chwycił piżamę i bezceremonialnie zaczął składać ciuchy. Oczywiście jednym uchem próbował wychwycić najważniejsze informacje z opowiadania Yukio. Dopiero później postanowił wziąć prysznic. Musiał trochę ochłonąć po sromotnej porażce, której głównym obiektem pozostawała nadal Kaguya. Kto wie... Może jednak kiedyś złapią wspólną nić porozumienia. Teraz Shirotori chciał wyłącznie odfajkować wieczorną toaletę, a potem położyć się spać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-05-27, 19:59

- E, to nudy. - Podsumował Yukio. - Zaraz... czy my mamy jutro jakiś sprawdzian z historii? Biedak tak się tą myślą zafrasował, że nie odpowiedział na pytanie.
To właśnie tamtej nocy po raz pierwszy przyśniła mu się Kaguya. Nie były to sny z gatunku tych na wspomnienie których porządnych młodzieńców piekły policzki. Były to znacznie bardziej intrygujące sny. Kaguya w nich wydawała się młodsza. Zawsze ubrana w bogate, aczkolwiek mocno już wysłużone  ciemnozielone kimono ze złotymi haftami. Wydawało się dla niej za małe i czasami też miała narzucone na ramiona brązowy płaszcz. W niektórych snach pojawiały się podobnie odziane osoby. Kika razy widział srogiego mężczyznę o oczach wypełnionych gniewem, piękną bladą kobietę wyglądającą na bardzo chorą, rozpaczającego młodzieńca i szacownego starca dumnie patrzącego w dal. Oprócz ubioru wszystkie postacie łączył jednakowy, biały kolor włosów. Wszyscy oni wydawali się obcy i znajomi zarazem. Często milczeli, ale czasem szeptali lub krzyczeli. Żadne ich słowo jednak nie doszło do Shirotori'ego. Czasami znajdowali się pośród ciemności, a niekiedy stał wraz z nimi na skraju wielkiego kanionu, nad którym górowała szara powała chmur. W przeciągu roku miał kilkanaście tego typów snów i po pobudce z nich zawsze odczuwał dojmujący smutek.

Shirotori odrzucił propozycję przejścia do grupy pierwszej. Do żadnych przecieków dotyczących tej kwestii nie nastąpiło wobec czego zabrakło pożywki dla plotek. Każdy kolejny tydzień dawał się uczniom coraz bardziej we znaki. W akademii nie przewidziano taryfy ulgowej dla żadnej z klas i zajmujące prawie cały dzień zajęcia wycieńczały studentów zarówno psychicznie, jak i fizycznie. W tygodniu mieli jeden dzień wolny, który ledwo pozwalał na niewielkie podreperowanie sił przez co rzadko kiedy czuli się wypoczęci i odprężeni. Podobny tok nauki odbijał się wyraźnie na kolegach i koleżankach Shirotori'ego. Niektórzy byli ciągle zdenerwowani, inni apatyczni lub wprost przeciwnie - śmiali się przez łzy, jaki to ich żywot marny jest. Wydawało się, że pod koniec roku niejeden student pożegna się z marzeniami o zostaniu shinigami. Znalazło się jednak kilka osób obdarzonych wielką determinacją. Była przede wszystkim Kaguya radząca sobie dobrze w każdej dziedzinie z zimnym spokojem brnąca przez kolejne zajęcia. Czerwony irokez - Saito Yoshio również dawał z siebie wszystko dodatkowo motywując kolegów energicznymi okrzykami gdy oczekiwali na nauczyciela przed klasą. Swoje robiła również jedna z mniej wyróżniających się uczennic - Yamashita Kamiko, która co prawda nie przejawiała większego talentu, ale co rusz zbierała pochwały za wytrwałość i szaloną wręcz determinację. Sam Shirotori dawał radę i chociaż zdarzały się momenty, kiedy absolutnie nie miał na nic ochotę, to plasował się w klasowym czubie każdego z przedmiotów. W niczym nie był najlepszy, ale oprócz Kaguyi brakło ucznia obdarzonego podobną wszechstronnością.
W przeciągu roku monotonność akademickiego życia została przerwana tylko raz, kiedy kilka dni po zakupie przez Shirotori'ego amuletów bez wieści zniknęła dwójka uczniów ich klasy. Daisuke i Haru przepadli wraz z ich przyjaciółmi, którzy uczęszczali do ośrodka przyspieszonej edukacji przeznaczonego dla szczególnie utalentowanych uczniów. Niektórzy uważali, że byli szpiegami w jakiś sposób powiązanymi z owym Tanaką, który przerwał turniej dla pierwszorocznych. Pojawiło się kilka głosów mówiący, iż zostali przechwyceni przez dywizję XII i teraz są poddawani bolesnym eksperymentom w podziemnych laboratoriach. Jakakolwiek była prawda studentom pozostawały same domysły.
Shirotori nie doświadczył nadnaturalnych zdarzeń, za którymi mogły stać jego amulety. Stara sprzedawczyni chyba miała rację, że w Seireitei marny z nich będzie pożytek. Jeśli zaś chodzi o stosunki międzyludzkie, to musiał uważać żeby czymś nie podpaść Ichiro, który czym bardziej był zmęczony zajęciami tym bardziej marudził. Yukio dla odmiany okazywał się coraz bardziej otępiały.
Dla odmiany chętnie był widziany przez kolegów z boiskowej drużyny. Generalnie sporo studentów, zwłaszcza z Rukongai, zdawało się darzyć Shirotori'ego szacunkiem. W przeciwieństwie do szlachciców, którzy lubili rzucać kwestie w stylu "Patrzcie! Pogromca małych dziewczynek." Na szczęście tylko na słownych przytykach się kończyło. Nokogiri jakieś namiastkę honoru miał i więcej białowłosego nie dręczył.

***

Nastał marzec. Shirotori przetrwał miesiące ciężkiej harówki i pozostało mu tylko przypieczętować zwycięstwo zdanymi egzaminami końcowymi. Przez następne dwa tygodnie miał wykorzystać wiedzę i umiejętności zdobyte w ostatnich miesiącach, a było o co walczyć, gdyż odpowiednio dobre wyniki gwarantowały wartościowe stypendium. Plan przygotowań do egzaminów psuła marna pogoda. Zima nie ustępowała i ranki witały ich zimnem i śniegiem. Chłód stawał się mniej dokuczliwy, gdy wsiąkało się w gorączkową atmosferę jaka otaczała akademię. Zbliżały się dni próby.


[Oke, opisz teraz na nauce czego Shiro się koncentrował i co robił w czasie wolnym. Potem przyznam expa i zobaczymy jak Ci egzaminy poszły.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shirotori



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/110  (100/110)
Punkty Reiatsu:
80/110  (80/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-06-14, 21:41

Zaczynając od dziwnych, tajemniczych snów... Shirotori zupełnie nie wiedział co właściwie o nich myśleć. Przypominały czyjeś wspomnienia albo część jakiejś skomplikowanej, dawno zapomnianej historii, w których mimowolnie brał udział. Choć mógłby przysiąc, że Kaguyę spotkał dopiero podczas zajęć. Czasami po przebudzeniu odtwarzał w myślach poszczególnie fragmenty, jednak pod wieczór większość zapominał. Rugał siebie wtedy za bezmyślność, bo mógłby przecież prowadzić notatki. Jednak gdzieś tam wewnątrz bał się, że koledzy odkryją jego sekret. Tak praktycznie wracał do punktu wyjścia. Oczywiście przemilczał ten fakt przed złotowłosą. W pierwszej kolejności zależało mu na poprawieniu ich "szorstkiej" relacji. Od święta podrzucał dziewczynie polne kwiaty albo jakiś bukiecik z krzewów np. bez, jaśmin. Po cichu liczył, że płeć piękna nauczy się go tolerować bez jawnej wrogości czy ogólnej niechęci. W końcu nie próbował jej podrywać, jak reszta "nieco śmielszych" absztyfikantów. Niestety wiedział, że prędzej lub później nadejdzie ten moment i będą musieli poważnie porozmawiać. Dlatego białowłosy wybrał termin zaraz po egzaminach. Przejście do drugiej klasy chwilowo zaważyło nad wrodzoną ciekawością. Poza tym obydwoje dysponowali wolnym czasem inaczej. Przynajmniej miał szczęście, że sprawę odnośnie "awansu" sprawnie zatajono.

Po pierwszym miesiącu nauki Shiro zrobił sobie prowizoryczną listę celów. Oczywiście pierwszym punktem było opanowanie kilku podstawowych zaklęć. Bójka na boisku nauczyła go, że raczej kiepsko u niego z magią demoniczną. Co prawda znał formułkę paru zaklęć na pamięć. Aczkolwiek dwa znacznie przewyższały jego aktualne umiejętności. Między innymi dlatego dał sobie okres 60 dni (około dwóch miesięcy) na opanowanie jednego zaklęcia. Takim sposobem pod koniec roku powinien dysponować czterema. Na pierwszy ogień poszło "Sai (Blokada)". Pamiętał jak ćwiczyli parami podczas pierwszych zajęć. Zawsze uważnie słuchał wskazówek nauczyciela czy uwag lepiej doświadczonych uczniów. Oczywiście prosił o pomoc głównie Ichiro, Yukio, kiedy współlokatorzy dysponowali czasem, jak również resztę poczciwej ferajny. Nawet pokusił się o regularne odwiedzanie sali treningowej. Co prawda manekinowi trudno związać ręce, jednak lepsze regularne powtarzanie materiału niż nic. Pierwsze dwa tygodnie przemknęły dość szybko i makabrycznie. Chłopak recytował zaklęcie, uspokajał oddech, wykonywał potrzebne gesty... Niestety jedynie wyginał kompanom ręce, a samo Sai nie było trwałe. Dopiero podczas kolejnych tygodni nastąpiła poprawa. Shiro stawiał więcej na wyobraźnię oraz odpowiedni przepływ reiatsu. Skupienie podczas wypowiadania formułki owocowało według niego lepszymi wynikami. Przynajmniej koledzy musieli używać zdecydowanie więcej siły, aby przerwać działanie magii demonicznej. Kto, tam ich wie... Chłopak miał przynajmniej nadzieję, że po tych dwóch miesiącach będzie używał "Blokady" bez werbalnego przekazu. Nawet kilka razy pokusił się o "skrócenie" formułki. Wreszcie nauczyciel ogłosił przejście na wyższy poziom. Przy kręgu trzecim wybrał Housenka Houka (Ogień), jak również Byakurai (Biała Błyskawica). Tym razem wybór został podjęty ze względów bardziej praktycznych niż typowo obronnych. Ponownie wspomnieniami wrócił do wydarzeń, ale tym razem z "Turnieju Pierwszorocznych". Wewnątrz jaskini, którą szła grupka, przydałoby się światło. Poza tym znał Kasai, więc podstawowa jego odmiana powinna pójść łatwiej. Na pewno przy okazji tych zaklęć korzystał z pomocy nauczyciela. Podczas pierwszy prób poparzył sobie dłoń. Całe szczęście los obdarzył Shirotoriego oburęcznością, więc nic nie stracił z notatek. Oczywiście sensei zrugał chłopaka równo za brawurę, jak również chęć "pokazania pierwotnej siły". Mimo wszystko białowłosy wziął te uwagi do serca. Kilkanaście dni zajęło mu zrozumienie pierwotnej siły ognia. Dopiero wtedy, zamiast ewentualnych poparzeń, stworzył niewielkie, czerwone iskierki. Kolejne ćwiczenia pod okiem nauczyciela sprawiły, że wewnątrz dłoni kumulował energię ciepła. Bardziej przypominało to promienie słońca bądź płomyk świecy. Przynajmniej Shiro cieszył się z minimalnych sukcesów. Wreszcie ostatnie tygodnie intensywnie nadwyrężyły jego reiatsu. Zamykał oczy, wyobrażał sobie przepływ energii do dłoni, a następnie formował kulkę. Wszystko niby dobrze, ale czegoś brakowało. Przecież ostatecznie musiał zmienić swój twór w "żywy ognik". Tutaj z pomocą o dziwo przyszedł Ichiro. Współlokator tłumaczył coś o zamkniętym obiegu. Niby wszystko składało się z cząsteczek duchowych. Nic dziwnego, że drzewo czy rzeczka także posiadały cząstki tej energii. To pokrętne tłumaczenie i uwaga o nieuważnym słuchaniu podczas wykładów podwoiła wysiłki młodziana. Generalnie Shiro zamykał oczy, a następnie wewnątrz umysłu zamieniał kulkę światła w prawdziwy płomień. Dopiero po paru dniach skumulowana energia zaczęła dawać dym, a dopiero później tworzyła prawdziwy płomień. Białowłosy przerwał ćwiczenia w momencie uzyskania pełnego efektu bez konieczności sięgania po "wyobraźnię". Przy Białej Błyskawicy było znacznie gorzej. Według niego piękne, ale groźne zjawisko stanowiło wypadkową wszystkich żywiołów. Normalnie, czyli według praw natury, powstawała w chmurach, przemieszczała się poprzez powietrze, żeby zniknąć w ziemi albo podpadała nieszczęśliwe drzewo. Podczas zajęć Shiro musiał pełnić funkcję naładowanej "chmury", a wybrany cel stanowił "uziemienie". Kolejny raz prosił bezpośrednio nauczyciela o najróżniejszego rodzaju informacje. Generalnie młodzian miał wrażenie, że mężczyzna powoli ma go dość. Przynajmniej nie pozostawiał go z przysłowiowym kwitkiem. Na początku białowłosy stał i próbował zapanować nad ogólny przepływem energii wewnątrz ciała. Powiedziano mu, że "białe światło" (symbolizujące chmury) powinien skierować ku górze. Natomiast "niebieskie" (symbolizujące ziemię) w dół. Oczywiście często słyszał głupsze rzeczy, ale musiał spróbować. Dopiero po opanowaniu, według niego bezsensownych, wizualizacji podjął się ćwiczeń praktycznych. Dwa tygodnie próbował wykrzesać niewielkie ładunki elektryczności, które swobodnie przepływały wzdłuż ciała. Do tego właśnie potrzebne były wcześniejsze "światła". Pierwsze odczucia przywodziły na myśl łaskotanie albo nieprzyjemne mrowienie. Potem Shiro przyzwyczaił się, choć wrażenie lekkiego "swędzenia" nadal mu towarzyszyło. W kolejnych dniach próbował skumulować nagromadzoną energię w dłoni. Tutaj pomogła wyobraźnia i koncentracja, jak również dostosowanie przepływu reiatsu. Przynajmniej prawie identyczne zajęcia przeszedł przy "Ogniu". Jednak różnica polegała na tym, że Byakurai należało prędzej czy później wypuścić. Dlatego białowłosy często stawał przed tarczą i bezceremonialnie wskazywał palcem cel. Regularne treningi przynosiły małą poprawę. Co prawda mrowiła go dłoń i jakiś lekki prąd przeskakiwał po ręce. Niestety zbyt mało, aby ugodzić "Błyskawicą" kogokolwiek. Młodzian za każdym razem uspokajać oddech, przybierać odpowiednią pozycję, a nawet do perfekcji powtarzać gesty. Dopiero ostatnie tygodnie wpędziły chłopaka w desperację. Ćwiczył pod okiem nauczyciela intensywnie, jednocześnie balansując na granicy. Parę razy udało mu się wystrzelić wiązkę. Jednak zaklęcie bywało tak słabe, że znikało przed tarczą. Niestety regularne sukcesy rówieśników mało pomagały. Wreszcie pewnego dnia Shiro dał upust swojej złości. Skupiając energię elektryczną wskazał palcem cel i stało się. Pierwszy Byakurai trafił tarczę. Co prawda gdzieś blisko graniczy, ale jednak. Od tamtej pory Shiro dawał upust negatywnym emocjom w ten właśnie sposób. W końcu Biała Błyskawica należała do bardziej niszczycielskiego żywiołu, prawda? Ostatnie z wybranych zaklęć stanowiło prawdziwą zagwozdkę. Ke (Pas) raczej trudno sobie jakkolwiek wyobrazić. Szczególnie, że Shiro dostąpił zaszczytu i przeżył zaklęcie na własnej skórze. Po pierwsze cholernie trudno je przełamać używając siły. Druga sprawa dotyczyła intencji. Od zdolniejszych koleżanek czy kolegów usłyszał, że najlepiej wizualizować efekt końcowy niż początkowy zamiar. Niby delikwenta należało przywiązać do konkretnego punktu. Tak oto manekiny padły ofiarą nieszczęsnych ćwiczeń Shirotoriego. Początkowo recytując formułkę i gestykulując próbował związać dwie kukły razem. Niestety chłopakowi trudno było ocenić efekty pracy. Rzeczy martwe pozostawały raczej nie wzruszone na jego działania. Dopiero podczas zajęć w parach mógł rozwinąć przysłowiowe skrzydła. Uczucia nabyte podczas turnieju znacznie pomogły mu operować tym zaklęciem. Stoicki spokój, szybka kalkulacja i obserwacja otoczenia pozwalały obwiązywać "partnera" bądź "partnerkę" czarnym pasem. Oczywiście początkowe twory szybko przełamywano po prostu siłą. Jednak z upływem czasu białowłosy nabierał doświadczenia. Generalnie bardziej zależało mu na "utkaniu" solidnej konstrukcji. Dlatego też podwajał wysiłki podczas wykonywania "Ke".Tak oto Shirotoriemu minął rok podczas zajęć Kido. Oczywiście formułki pamiętał do perfekcji. Jego ciało prawie automatycznie odtwarzało poszczególne sekwencje czy gesty. Nauczył się panować nad przepływem energii czy oddechem. Poskromił niektóre negatywne uczucia np. gniew bądź niecierpliwość. Nawet umysł działał sprawniej...

Drugi punkt z listy, ale równie ważny stanowiła szermierka. Jakby nie patrzeć miecz, a raczej katana stanowiła podstawowy oręż każdego shinigami. Shiro parę razy słyszał opowieści, że później zmieniają one kształt wedle woli właściciela. Jednak młodzianowi było jeszcze bardzo daleko do podobnych marzeń, a co dopiero wyczynów. Czasami podczas zajęć bawiły go próby koleżanek czy kolegów, kiedy dobierali dodatkowy bokken i machali dwoma "drewniakami". Oczywiście on przy oburęczności mógłby bez większych problemów tak ćwiczyć ciosy czy postawę. Mimo wszystko wolał skupić się na jednym ostrzu. Natomiast wykonywanie podstawowych pchnięć oraz uników wykonywał naprzemiennie. Praktycznie pół zajęć szlifował kunszt prawą dłonią, a drugie pół lewą. Chodziło o opanowanie tzw. lustrzanego odbicia. Przecież większość osób posiadała dominującą rękę. Shiro wolał pewnie walczyć oboma rękami i z podobną siłą czy precyzją zadawać "śmiercionośne" ataki. Podczas pierwszego półrocza nauki postanowił opanować biegłość władania kataną. Oczywiście najpierw musiał zdobyć odpowiednie wyszkolenie. Dlatego szczegółowo omówił problem z nauczycielką. Miał cichą nadzieję, że Sekine sensei dostrzeże w nim ukryty potencjał. Nawet okazało się, iż parę rówieśników również podzielało jego ambicje. Niestety pierwsze zajęcia dały im nieźle w kości. Przynajmniej "wybrana grupka" nie protestowała przy dodatkowych okrążeniach albo podczas nietypowych ćwiczeń. Niektórzy rówieśnicy podpytywali czy końcowy efekt będzie tego wart. Nawet pojawiły się sceptyczne głosy o nieprzewidywalności prawdziwego życia i totalnej improwizorce. Całe szczęście chłopak postawił sobie za punkt honoru doprowadzić podjętą naukę do końca. Przez kilka tygodni wytrwale ćwiczył odpowiednie kroki, jak również postawy. Drewniany miecz był przecież przedłużeniem jego ręki, więc powinien naturalnie pomagać, a nie zawadzać. Poznał także podstawowe cios. Na pierwszy rzut poszły: pchnięcie oraz blok jedną ręką. Bardziej przypominało to formą prawdziwą szermierkę niż walkę. Jednak treningi oswoiły grupę z wizją zadawania jakichkolwiek ciosów "żywej istocie". Oczywiście za każde dotknięcie przeciwnika otrzymywali punkty. Wreszcie nauczycielka postanowiła przejść do nieco trudniejszych spraw. Pokazała uczniom blok oburącz, jak również odpowiednie uniki (odskok, kucnięcie, odchylenie się itp.). Tak oto grupa latorośli skakała na polach niczym młode zające. Trzeba szczerze przyznać, że nauczycielka nie oszczędzała "grupki wybranych" przed ciężką krytyką. Zazwyczaj korygowała ustawienie miecza czy nóg uderzeniem trzcinki. Najgorszy spośród drużyny dostawał dodatkowe kółka pod koniec zajęć i musiał uprzątnąć salę. Właściwie dzięki temu chłopak i reszta ferajny dość szybko zaczęli zgłębiać tajniki wymiany ciosów. Przynajmniej dwa miesiące powtarzali: cięcie z góry na dół, cięcie z dołu do góry, cięcie od prawej do lewej, pod skosem czy przy pełnym obrocie. Prawie zawsze podobne sparingi kończyły się niechcianymi siniakami czy drobnymi rozcięciami. Każde wytrącenie miecza koledze bądź koleżance wywoływało u Sekine sensei bezgłośną aprobatę, ale również dodatkowy ciężarek przywiązywany do nadgarstka. Natomiast strata oręża gwarantowała dwie rzeczy: zmywanie podłogi i ćwiczenie ciosów bokkenem aż powstaną "porządne" odciski. Co dziwne metody kobiety mogły zagwarantować bardziej ambitnym uczniom? O dziwo dość dużo... Po pierwsze dodatkowa waga przy dłoni idealnie odwracała uwagę od miecza. Chłopcy przywykli do balastu (po wielu umizgach o napuchniętych nadgarstkach, czerwonych wybroczynach itp.), więc drewniany bokken leżał w dłoni niczym pióro. Bez odważnika mięśnie ręki pracowały płynniej, sprawniej. Wykonywane ciosy były szybsze i bardziej intuicyjne. Wreszcie nastąpił pewien przełom, ale Sekine sensei nie zamierzała gratulować "ambitnym panom" czegokolwiek. Na tę okazję również przygotowywała potrzebne ćwiczenia. Tak oto Shiro z kolegami zaczynali zajęcia od przywiązywania jednej ręki do ciała. Musieli ćwiczyć ciosy używając wyłącznie "dominującej" dłoni. Dzięki tej metodzie, według nauczycielki, mieli zacznie poprawić swoją zręczność. Poza tym ekipa od początku uczyła się wyczucia ciała, równowagi, jak również odpowiednich kroków. Najpierw treningi przypominały bardziej zapasy dwóch kotów, które mierzą się wzrokiem i nieporadnie machają łapami. Przy pierwszej wymianie ciosów prawie każdy upuszczał oręż albo potykał się o własne nogi. Dużo czasu, przekleństw i potu kosztowało Shirotoriego opanowanie podstawowych ciosów w nowych warunkach. Oczywiście zamiast bloków częściej uskakiwał bądź wyprowadzał kontrę. Czasami zaliczał widowiskową glebę albo przyjmował ciosy. Parę razy został zmuszony do wycofania, a nawet poprawienia chwytu. Niestety rówieśnicy nie szczędzili plotek o "grupce" i otwarcie ich wyśmiewali. Niby zostali królikami doświadczalnymi kobiety. Dopiero, kiedy umysł przywykł do "utraty kończyny" sensei Sekine pozwoliła im przestać przywiązywać ręce. Ostatnie miesiące półrocza przypominały istną komedię. Przynajmniej dla oglądających zajęcia z boku. Ferajna ganiała się, wymieniała kilka ciosów i znów pędzili w najróżniejszych kierunkach. Rzadko, ale jednak zawiązywano im oczy czarną przepaską, aby pracowało ciało nie umysł. Przecież wzrok mógł zawieść albo zmylić. Częściej nauczycielka kazała zatkać czymś uszy, bo dźwięk rozpraszał pozostałe zmysły. Natomiast szermierka wymagała pełnego skupienia i obserwacji otoczenia. Przynajmniej drugie półrocze grupka poświęciła na tak zwane zrozumienie miecza. Oczywiście sensei Sekine uprzedziła ich, że zastępczy bokken nijak ma się do prawdziwego miecza. Podczas prawdziwej walki metal wydaje dźwięk, wibruje, a tym samym praktycznie "śpiewa" niczym niemy łabędź. Tymczasem drewno jedynie głucho stuka. Przewodnikiem czegokolwiek (np. ciepła) też jest miernym. Dlatego łaskawie kobieta nie wprowadzała dalszych utrudnień. W końcu wyczuwać intencje przeciwnika to coś zupełnie innego niż przewidywać następny jego krok. Z początku ćwiczyli parami, jednocześnie starając się przejrzeć tego drugiego. Więcej myśleli o najróżniejszych strategiach niż wymieniali ciosy. Dopiero później nauczycielka nieco ich poganiała. Także treningi ruszyły pełną parą. Ostatecznie Shiro postawił na wyczucie czegokolwiek niż bezowocne hipotezy typu "Co ja bym zrobił w tym momencie?". Podczas szarży zwracał uwagę na pęd powietrza, podłoże. Przy prężnej wymianie ataków starał się miarkować siłę, aby zaoszczędzić trochę energii. Przy blokach i unikach chłopak brał dużą poprawkę na umiejętności przeciwnika. Generalnie obserwował rywala tak, jakby sama natura miała podsunąć właściwą odpowiedź. Dopiero po paru tygodniach Shiro zaczął rozumieć podstawowe założenia tej techniki. Starał się lepiej oceniać determinację partnera poprzez jego postawę, siłę ciosów czy zwykły upór. Wystarczyło z każdego treningu wyciągać odpowiednie wnioski. Kiedy ktoś wykorzystywał dużo energii, to prawdopodobnie świadczyło o chęci wygranej albo uzyskania dobrego stopnia. Przy umiarkowanym, a raczej średnim tempie walki młodzian podświadomie wyczuwał, że oponent woli przebrnąć przez zajęcia bez większego szwanku. Natomiast, kiedy rywal sobie dosłownie odpuszczał, to białowłosy wzdychał cicho, jednocześnie wykorzystując własną przewagę. Przecież każdemu może trafić się gorszy dzień. Tak samo sprawa wyglądała przy mowie ciała... Proste plecy, otwarta postawa, luźno opuszczone ręce świadczyły o nadmiernej pewności siebie, odpowiednim przygotowaniu, ogólnej gotowości do przyjęcia ciosu. Natomiast przygarbiona sylwetka wcale nie świadczyła o poddaniu czy rezygnacji. Momentami po prostu rywal zachowywał wzmożoną czujność i przygotowywał blok albo efektowny unik. Właściwie Shirotori dziwił się jednej rzeczy. Podczas tak zwanej techniki "zrozumienia miecza" liczyły się przede wszystkim intencje danej osoby. Wystarczyło zachować skupienie bądź ukryć gdzieś uczucia, aby skutecznie zmylić oponenta. Tymczasem większość ambitnej grupki nawet o tym nie pomyślała. Poza tym białowłosy w poszczególnych ćwiczeniach wykorzystywał najczulszy zmysł każdego człowieka, czyli powonienie. Ostry zapach bardzo często sugerował strach bądź panikę towarzysza. Subtelniejsze aromaty przywodziły na myśl koncentrację, skupienie. Pośrednie mieszanki świadczyły o mieszanych uczuciach albo doznaniach. Przynajmniej przy kolejnych tygodniach młodzian miał nad czym pracować. Skrupulatnie korzystał z nabytej wiedzy i wdrażał ją stopniowo. Najpierw zaczynał trening od prostej wymiany ataków. Chciał po prostu wiedzieć jakim "nastrojem" dysponował aktualnie jego towarzysz. Później następował krótki, intensywny sparing i kolejna ocena kandydata. Shiro bardzo pobieżnie badał płynność ruchów, szybkość reakcji, sprawność podejmowanych decyzji. Oczywiście nie zawsze wszystko szło zgodnie z planem. Momentami mocno obrywał za swoje gapiostwo czy tracił całkowicie koncentrację i dalsza nauka szła średnio. Niestety wtedy z pomocą przychodziła nauczycielka oraz jej cały wykład na temat "ważności miecza". Generalnie kobieta zawsze miała sporo racji, więc nikt nie próbował podważyć nawet jednego zdania. Chyba zdecydowana większość uczniów wiedziała, że prawdziwy oręż posiadał wewnątrz "duszę bóstwa". Ta zaś indywidualność zmieniała wszystkie dotychczasowe reguły gry. Właściciel miecza przecież współpracował z tą potężną istotą, a nawet korzystał z ich wspólnej mocy. Dlatego Shiro niezbyt przejmował się porażkami albo karami typu:kilka przysiadów więcej, posprzątanie sali itp.. Ostatnie tygodnie nauki Shiro po prostu poświęcił na szlifowanie nabytych umiejętności. Każdy dzień traktował jak czystą kartę, zamiast zadręczać się jakimiś niepowodzeniami. W końcu ludzie należą do gatunku tych bardziej skomplikowanych istot. Podczas krótkich sparingów działał bardziej intuicyjnie. Chyba stawiał na podświadomość niż celowe działanie. Wreszcie nadszedł moment, kiedy sensei Sekine odpuściła im zajęcia z tej techniki. Mimo wszystko Shiro miał nadzieje, że opanował przynajmniej podstawy "zrozumienia miecza". Najwyżej będzie przywiązywał większą wagę do podobnych spraw w przyszłości.  

Trzeci punkt prowizorycznej listy zamykała walka wręcz. W tym konkretnym przypadku Shiro chciał popracować nad swoją zręcznością, szybkością, jak również wytrzymałością. Oczywiście nie liczył na jakiś nagły cud podczas zajęć czy uwielbienie ze strony nauczycielka. Zdawał sobie sprawę, że tylko ciężką, solidną pracą zdoła zmienić cokolwiek. Niestety chyba większość uczniów spodziewała się zwykłej, ulicznej bitki, a nie normalnych lekcji. Jednak nauczyciel szybko wyprowadził ich z błędu. Podczas pierwszego miesiąca cierpliwie wyjaśnił im na czym właściwie polega Hakuda. Tak oto kilka tygodni ćwiczyli parami odpowiednie chwyty. W końcu złapanie ręki wygląda inaczej niż pochwycenie za przysłowiowe klapy. Generalnie wszystko opierało się o refleks danego ucznia. Przy prostym ciosie Shiro celował otwartą dłonią w okolice nadgarstka delikwenta, aby go pochwycić. Ewentualnie próbował po prostu złapać nadciągającą pięść. Przy kopnięciach należało podtrzymywać przeciwnika pod kolanem, aby go wywrócić. Niektórzy wybierali trudniejszą opcję i próbowali "dopaść" kostkę rywala. Tymczasem przed popisowym numerem, czyli dźwignią, następował szereg rozmaitych czynności. Odpowiednia postawa, wykorzystanie masy kolegi bądź koleżanki, jak również pociągnięcie w dół albo górę. Należało również pamiętać o przełożeniu ręki tu czy tam. Praktycznie treningi zależały od danej sytuacji. Dopiero później sensei Inahara przeszedł do podstawowych bloków. Niestety białowłosy musiał spamiętać najmniejsze szczegóły. Jakby nie patrzeć złe wykręcenie ręki mogło oznaczać złamanie albo zwichnięcie drogocennej kończyny towarzysza. Dla wielu chłopaków okazało się, iż siła bywa złudnym wyznacznikiem sukcesu. Całe szczęście Shiro sprawnie odpychał ciosy otwartą dłonią bądź zmieniał ich kierunki prostym uderzeniem w przedramię. Nawet uniesienie gardy wychodziło mu całkiem, całkiem. Choć tutaj także istniało multum opcji, czyli tzw. zasłonięcie obiema rękami, jedną, na skos itp. Oczywiście chłopak nie dawał tak łatwo za wygraną. Początkowo chwycenie czegokolwiek wyglądało w jego wykonaniu dość komicznie. Nie raz czy dwa atak oponenta dosięgnął celu. Wtedy pozostawało jedynie przyjąć porażkę i chodzić z podbitym okiem albo rozciętą wargą. Dopiero później białowłosy nabrał wprawy, a wtedy nawet wykręcał ręce sparing partnerom. Sprawa wyglądała zdecydowanie gorzej podczas wykopów. Wiadomo, że tutaj decydowała szybkość oraz impulsywne działanie. Mimo wszystko młodzian dzielnie chwytał wyznaczone przez nauczyciela miejsca. Momentami udało mu się przewrócić przeciwnika. Najwięcej problemów dostarczały przeżuty. Przede wszystkim w tych manewrach chodziło o wykorzystanie siły rywala. Shiro musiał się sporo gimnastykować, żeby odpowiednio podważyć towarzysza i efektownie go spacyfikować. Oczywiście najpopularniejszy, a zarazem najtrudniejszy okazał się przerzut przez ramię. Chłopak parę razy próbował coś zdziałać, jednocześnie ciągnąć koleżankę bądź kolegę za przedramię. Jednak dopiero później załapał, że podczas wykonywania tej czynności powinien się mocno pochylić do przodu. Przynajmniej podcinanie nóg rówieśnikom nie wymagało skomplikowanych obliczeń czy wielkiej filozofii. Na tym polu Shiro dosłownie dominował. W końcu nieco przewyższał innych refleksem, więc nawet z rozpędu potrafił powalić większego przeciwnika. Całe szczęście kolejne miesiące klasa uczyła się zadawania konkretnych ciosów. Owszem Hakuda zawierała elementy tzw. boksu, ale wyłącznie szczątkowe. Zazwyczaj poszczególne techniki wyprowadzali otwartą dłonią bądź innymi częściami ciała np. łokciem, kolanem, placami. Białowłosy upodobał sobie cios w splot słoneczny, jak również zgięcie kolana. Wycelowanie brzegiem rąk gdziekolwiek czasami szło mu topornie. Choć nie tracił przy tym cierpliwości. Niekiedy po prostu wytrwale powtarzał manewry na manekinach. Prosty cios w szyje szlifował nawet kilkanaście razy aż ręka odmówiła posłuszeństwa. Tak samo sprawa wyglądała przy atakach żeber bądź mniej newralgicznych punktów np. brzuch, bark. Każde niedociągnięcia próbował maskować szybkością albo blokami. Niestety nauczyciel nie szczędził mu krytyki bądź drobniejszych kar. Ostatnie miesiące uczniowie ćwiczyli swoje ciało. Sensei XXX wyjaśnił im, że poprzez napięcie odpowiedniego mięśnia można skutecznie osłabić cios, a nawet go zablokować. Dlatego zajęcia zaczynali od rozgrzewki, a później ćwiczeń rozciągających. Zamiast przysiadów czy pompek, pojawiły się skłony i rozkroki. Najgorsze dla Shiro były zmagania z dostatecznym odchyleniem pleców w tył. Momentami nauczyciel musiał mu przydzielać kogoś do pomocy. Ciekawe, bo przy siadzie podpartym potrafił nawet unieść obie nogi na małą wysokość. Dalsze treningi uwzględniały napinanie i rozluźnianie poszczególnych partii mięśniowych. O ile ręce czy nogi Shirotori kontrolował, to klatkę piersiową czy brzuch już średnio. Całe szczęście kiedyś usłyszał od koleżanek o tzw. oddychaniu przeponą. Generalnie chodziło o dostarczenie organizmowi większej dawki powietrza. Poza tym przy przeponie pracował również brzuch. Niestety Shiro przyjął wiele niepotrzebnych ciosów zanim pojął sztukę "napinania mięśni". Bardzo często kończył lekcje z obolałymi żebrami bądź siniakami w okolicach łopatek. Można powiedzieć, że dzięki temu jego wrażliwość na ból trochę zmalała. Niby człowiek umie zaakceptować wszelkie warunki. Wreszcie wielkimi krokami nadchodził koniec roku. Nauczyciel "wspaniałomyślnie" zdradził im coś niecoś na temat egzaminu końcowego. Jednak od każdego wymagał minimum czwórki. Przede wszystkim dlatego, że jako "drugoroczni uczniowie" mieli posiąść wiedzę odnośnie poszczególnych stylów walki. Chyba... Tak zrozumiał Shirotori cały wykład mężczyzny.                    

Z tych przedmiotów (Kido, Hakuda, Zanjutsu) Shiro chciał osiągnąć najlepsze, ponad przeciętne wyniki. Miał cichą nadzieję, że jego nazwisko zawiśnie wśród tytułowej piątki uczniów. Nawet pierwsza dziesiątka satysfakcjonowała ambicje chłopaka. Z resztą zajęć bywało różnie. Na pewno wykłady o hollowach, kontrolę reiatsu, jak również etykę shinigami chciał zdać po prostu dobrze. Do szczęścia wystarczyło mu 75%, czyli taka czwóreczka z trzema minusami. Oczywiście w osiągnięciu tych wyników miało pomóc to, co białowłosy robił podczas czasu wolnego...
Generalnie Shirotori wykorzystywał dłuższe przerwy pomiędzy zajęciami do medytacji. Po prostu wpadał na stołówkę, zjadał co trzeba, a następnie pospiesznie wyruszał w świat. Najczęściej odwiedzał swoje ulubione miejsce wewnątrz parku, czyli drzewo śliwy. Oczywiście wspinał się zaraz na upatrzoną wcześniej gałąź. Dzięki temu nikt mu zbytnio nie przeszkadzał. Potem zamykał oczy i próbował się wyciszyć zgodnie z poleceniami zaginionego kolegi. Wszelkie dźwięki albo rozmowy zupełnie ignorował. Przede wszystkim otoczenie przestawało dla niego istnieć. Oddychał wtedy miarowo, spokojnie. Wszystkie zmartwienia czy refleksje błyskawicznie spychał na boczny tor. Momentami nawet próbował znaleźć wewnątrz siebie "to coś", jakąś iskierkę do działania. Nawet wyobrażał sobie jesienny las albo wiosenną łąkę. Sporadycznie próbował rozmawiać, ale niestety sam nie wiedział konkretnie do kogo. Liczył, że ktoś go kiedyś tam u góry wysłucha. Drugim dość często odwiedzanym przez białowłosego miejscem została kapliczka bogini Amaterasu. Głównie w słoneczne, ciepłe dni. Tam chłopak szukał ukojenia od codziennych problemów. Jednak zdecydowanie odmawiał sobie leżenia plackiem. Wolał nie zostać przypadkiem wygoniony przez grubego mnicha. Praktycznie zaczynał tam swoją medytację od krótkiej modlitwy. Zawsze pozdrawiał boginię, jak również prosił o opiekę nad zaginionymi kolegami. Po cichu miał nadzieję, że kiedyś spotka ich maszerujących ulicami Soul Society. Zaraz potem skupiał swoje myśli wokół własnego reiatsu i jego przepływu. Niby kształtował w wyobraźni najróżniejsze kształty np. słońce, wilka, lisy. Jednak nigdy nie wiedział czy bogini go wysłuchała. Przynajmniej wewnątrz świątyni panowała potrzebna do pełnego skupienia cisza. Młodzian dzięki temu mógł w pełni "chłonąć" otoczenie. Świergot ptaków go uspokajał, a nawet relaksował. Szum wiatru przypominał Shiro cichy szept. Natomiast promienie słońca przyjemnie rozgrzewały jego ciało. Trzeba szczerze przyznać, że istniały tutaj idealne warunki do jako takiego odpoczynku. Niekiedy młodzian próbował pytać kami o wskazówki czy właściwie podejście do tematu wiary. Wreszcie pod koniec obrządku Shirotori zawsze dziękował bogini za spędzony czas. Oczywiście obiecywał wpaść następnym razem. Choć gdzieś wewnątrz nie dawała mu spokoju sprawa z zaginięciem rówieśników.        
Tymczasem wieczorami Onpuu głównie odrabiał wszelkie prace domowe, pisał wypracowania, zapamiętywał właściwe odpowiedzi. Szczerze, to wolał być na bieżąco z materiałem. Szczególnie, że czasami nauczyciele lubili robić kartkówki albo zadawali mnóstwo pytań. Oczywiście spamiętanie wszystkiego sprawiało Shiro nie lada trudności. Jednak czasami prosił o pomoc kolegów, jak również współlokatorów. Chyba najbardziej przypadły mu do gustu wykłady na temat hollowów. W końcu shinigami bardzo często walczyli właśnie z tym rodzajem przeciwnika. Ogólnie książki odnośnie kami również miały w tej tematyce swoje tzw. "pięć minut". Oczywiście przed samym snem chłopak czytał przynajmniej jeden rozdział z wypożyczonych książek. W pierwszej kolejności dokończył historię powiązania kami i Shinigami. Potem zaczął szukać informacji odnośnie swoich talizmanów w kolejnym dziele. Interesowało go szczególnie z jakimi bóstwami wiązały się ich dzieje. Dobrze byłoby kiedyś oddać zielony kamyk prawowitym właścicielom. Dodatkowo miło byłoby wiedzieć z czym Shirotoriemu przyjdzie walczyć. Niby miecza jeszcze nie posiadał, ale zaklęcia owszem. Choć zdawał sobie sprawę, że momentami magia demoniczna mogła go zawieść. Dalej przyszła kolej na resztę tomów. Niestety wiedza książkowa niekiedy prezentowała zupełnie inne wydarzenia niż wykłady pt. "Historia Gotei 13". Wychodziło na to, że shinigami przypisywali sobie cudze zasługi albo spychali w niepamięć niektóre bóstwa. Poza tym przyszli kadeci w większości nie wiedzieli skąd czerpali swoją moc. Według chłopaka ta sprawa zakrawała o czystą hipokryzję bądź herezję. Już nie dziwiło go, że biblioteka posiadała tak niewiele informacji o starej wierze. Prawdę powiedziawszy od tego momentu przymykał oko na treści przekazywane przez akademię. Większość tematów wolał studiować na własną rękę np. "Zaginione rody", które wcześniej upatrzyła sobie Kaguya. Dlaczego zaginęli? Komu przeszkadzali? Czy przodkowie zaginionych osób będą tam figurowali? Takich niuansów Shirotori wypatrzył sporo. Jednak martwiąc się o dobro swojej edukacji, zachowywał potrzebne milczenie. Może przysłowie "Niewiedza to błogosławieństwo" miało nieco racji bytu... Generalnie przez celowe (bądź też nie) niedopatrzenia systemu edukacji Shiro odpuścił sobie takie przedmioty, jak: historia czy prawo. W drugim przypadku chodziło o zbyt rygorystyczne nakazy, zakazy, rozkazy. Prawie zawsze shinigami działali dla dobra grupy, a jednostka bywała pominięta. Chyba, że zasiadała za stołkiem kapitana lub jego zastępcy. Jednak wtedy również podlegali Dywizji I. Wszędzie wymagano najwyższej dyskrecji tak, jakby każdy zaraz szedł na miasto rozpowiadać ludności o misjach. Chyba białowłosego najbardziej irytowało tzw. "ślepe posłuszeństwo". Coś jakby eksperyment z wozem i grupą ludzi. Kogo wybierzesz do ocalenia? Nieważne! Są przecież rozkazy odgórne, więc musisz je wykonać. Koniec, kropka... W innym wypadku zostajesz osądzony, a nawet skazany za dobre serce, litość bądź skruchę. Właściwie młody Onpuu marnie widział swoje szanse gdziekolwiek. Ze wszystkich dostępnych dywizji wybrał może pięć. Pozostawało pytanie... Czy członkowie oddziałów zechcą jego, czyli silną indywidualność. Później nad tym pomyśli...
Wreszcie porankami, jak również w dni całkowicie wolne od zajęć, Shiro wychodził głównie pobiegać. Sprawa zaginięcia kolegów bardzo źle wpłynęła na jego psychikę. Owszem wierzył w przypadki, jednak nie takiego rodzaju. Jeszcze tak niedawno sam "poszukiwany" wspominał mu o dużym zbiorowisku "pobłogosławionych" przez "wilcze kami". Czy te sprawy coś łączyło? Poza tym, że cała szkoła huczała od prawdopodobnych plotek. Niby później życie wróciło do normy. Choć oprócz tamtej dwójki nikogo nie ubyło z jego klasy. Dziwne, ponieważ istniały dużo zdolniejsze jednostki. Niestety Shiro przeczuwał, że prawdopodobnie chodziło o odrzucenie awansu bądź dużo poważniejszą sprawę. Czy przyjmując ofertę skończyłby podobnie? Wreszcie na upamiętnienie tego zdarzenia Shiro odwiedził salon tatuażu. Obecnie jego kark zdobiła para odcisków łap wilka. Jeden trochę niżej, a drugi nieco wyżej. Właściwie średnio go interesowało co pomyślą Ichiro albo Yukio. Żyje się wyłącznie raz. Zresztą wygląd zewnętrzny wcale nie świadczył o charakterze. Mimo wszystko Shiro próbował czasem wybadać sytuację, choć wszelkie tropy prowadziły donikąd. Nawet niezbyt kogo miał pytać o losy "uzdolnionych uczniów". Mniejsza... Wracając do sprawy biegania. Chłopak na początku standardowo robił kilka kółek wokół parku. Najpierw dostosowywał tempo i oddech. Później próbował pobić swój dotychczasowy dystans. Wystarczył nawet metr albo dwa, aby zadowolić ambicje białowłosego. Oczywiście pamiętał również o krótszych, jednak intensywniejszych trasach. Przy tego rodzaju bieganiu liczyła się bardziej szybkość niż wytrzymałość. Dlatego Shiro mierzył sobie czas na sto, jak również dwieście metrów. Bardzo często stosował obciążenie w postaci torby lub plecaka wypełnionego kamieniami. Wiadomo, że waga wpływała na całokształt. Generalnie wczesnym latem młody Onpuu zamienił miejsce treningów. Park poszedł w odstawkę, a pobliski las stał się nowym "domem". Nierówny teren dawał nowe możliwości rozwoju. Chłopak podczas biegów musiał uważać na kamienie, korzenie, gałęzie. Dlatego lekkie skłony czy niewielkie skoki stanowiły normalność. Poza tym Shiro specjalnie zwalniał, kiedy teren ulegał obniżeniu. Przyspieszał jedynie przed pagórkami albo niewielkimi wzniesieniami. Niekiedy nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Całe szczęście na to również znalazł radę. Po prostu właził między krzaki, zdejmował ciuchy i przybierał postać wilka. W ten konkretny sposób chciał wyćwiczyć swoją intuicję. Przecież powszechnie wiadomo, że zwierzęta mają ten zmysł lepiej wyczulony od ludzi. Za przykład może służyć burza. Ptaki natychmiast szukają schronienia, a wewnątrz lasu zapada cisza. Przed każdą katastrofą łanie, dzikie koty, psowate szukają schronienia w jaskiniach, jamach itp. Shiro jeszcze nigdy nie spotkał wiewiórki, która urządzałaby dziuplę, kiedy drzewo chorowało. Po prostu dzikie istoty reagowały na otoczenie. Biały wilk z początku miał problemy, aby przestać wszystko analizować swym człowieczym rozumem. Dopiero później zaczął niuchać niczym prawdziwy drapieżnik. Zapamiętywał woń deszczu, rosy, a nawet podmokłych terenów. Wszystkie elementy potrafiły tworzyć spójną całość. Przed nadejściem burzy wyczuwał w powietrzu "to coś". Głównie chodziło o cząsteczki zawieszone w powietrzu. Tak jakby małe wyładowania przeskakiwały tu i tam. Efekt porównywalny do czesania świeżo umytych włosów. Poza tym Shiro wilk słyszał również odległe dźwięki np. grzmoty. W inne dni tropił zwierzynę bądź unikał potencjalnych rywali. Wystarczyło odnaleźć odciski łap czy zwietrzyć zapach z pobliskich roślin. Jeśli zając przechodził daną ścieżką niedawno, to woń po prostu rozchodziła się wokół. Niestety im dłużej biały wilk zwlekał, tym bardziej ślad zapachowy uciekał. Największe problemy pojawiły się przy ponownej zamianie w człowieka. Niby jak przetransportować odczucia zwierzęcia na człowieka? Białowłosy głównie korzystał ze zmysłów. Najpierw zamykał oczy, a następnie wracał wspomnieniami do momentów, kiedy przywdziewał wilczą skórę. Właściwie próbował wytrwale porozumiewać się ze swą naturą drapieżnika. Zaczął zwracać większą uwagę na ekosystem. Trzask gałęzi symbolizował ucieczkę jakieś zwierzyny. Szelest zarośli oznaczał przypatrującego mu się ciekawskiego mieszkańca lasu. Gęste, ciężkie powietrze zwiastowało nadejście deszczu. Tak zwana morka ziemia zazwyczaj występowała w okolicach bagien bądź torfowisk. Zielone liście dawały jasny sygnał o zdrowiu drzewa. Stukanie dzięcioła dawało informacje o koloni korników itp. Problem pojawiał się po opuszczeniu lasu. Choć Shiro w poszczególnych sytuacjach brał poprawkę na wiatr. Uważnie słuchał bodźców płynących z otoczenia bądź reakcji własnego ciała. Strach bądź nadmierna ekscytacja powodowały dreszcze. Nawet włoski na ciele stawały dęba. Szare chmury i rześkie, ale zimne powietrze pomału zwiastowały przybycie jesieni. Według Shiro wystarczyło porzucić szczegółowe analizy, a wnikliwie obserwować otoczenie. Uciekający kot nie zawsze zwiastował kłopoty. Jednak cisza w eterze już tak. Przeczucie, że jest się obserwowanym również skądś sie brało. Generalnie Shiro nie ignorował podobnych sygnałów. Parę razy nawet poprawnie przewidział pogodę. Niby słoneczne niebo, zero chmur. Jednak ciepłe, lepkie powietrze, nisko fruwające jaskółki zwiastowały deszcz. Dlatego brał ze sobą parasol, kiedy współtowarzysze "boiskowej bójki" zapraszali go na miasto. Owszem obaj śmieszkowali z zapobieglibyście białowłosego. Jednak chłopak puszczał uwagi mimo uszu. Właściwie wyczulony słuch również pomagał Shirotoriemu w ocenie sytuacji. Barwa i tembr głosu dużo zdradzał o danej osobie. Małe zająknięcie czy lekkie drżenie sugerowały problem bądź zmartwienie. Jeśli ktoś chodził nieco poddenerwowany, to lepiej takiego delikwenta nie zaczepiać. Tymczasem gestykulacja świadczyła o wczuwaniu się rozmówcy w dany temat. Zabawne, bo wcześniej Shiro całkowicie ignorował podobne sprawy. Gdyby opowiedział komukolwiek o swoich obserwacjach czy przypuszczeniach, to ten ktoś uznałby białowłosego za mitomana bądź co gorsza przewrażliwionego typa. Czy znalazłaby się osoba obserwująca wzrost kwiatów lub proces przekwitania poszczególnych roślin? Owszem jesienią drzewa obsypują się kolorami. Jednak poszczególne gatunki czekają z tym aż do pierwszych przymrozków. Natomiast oszroniona trawa i lekko różowe niebo podczas zachodów słońca świadczyły o nadejściu wczesnej zimy. Temperatury pomału spadały, więc chłopak wyciągał cieplejsze odzienie. Parę razy ogarniało go uczucie, że nadciąga coś złego. Jednak po prostu spadł pierwszy śnieg.
Wtedy też białowłosy zrezygnował z publicznego biegania na rzecz akademickiej siłowni. Prosta bieżnia co prawda nie gwarantowała takich efektów jak przełajówka... Mimo wszystko należało się zadowolić ogólnymi treningami. Zazwyczaj zajmował sprzęt na przynajmniej godzinę. Zaczynał powolnym truchtem aż dochodził do umiarkowanego tempa. Potem szedł podnosić ciężary bądź ćwiczył lekkoatletykę. Generalnie chodziło o odpowiednie skłony, siady proste, podparte albo w przyklęku. Rozciąganie mięśni do pozycji powiedzmy szpagatu. Momentami szło mu topornie i łapał przysłowiowego lenia. W takich momentach Shiro odpuszczał. Szedł zaraz skorzystać z łaźni lub wychodził na miasto. Oczywiście próbował pracować nad swymi kontaktami społecznymi. Nie raz czy dwa ulegał namowom Shu. Tak oto rozmawiali o zajęciach, dziewczynach (choć Shiro nigdy nie zdradził kto mu się podoba), jego tatuażu, egzaminach itp. Przynajmniej zyskał tymczasowych kolegów. Białowłosy pomagał także Ichiro i Yukio. Wypadało poprawić relację z współlokatorami. Jedynie ignorował panienkę Nami. Odkąd Kaguya zauroczyła go swym podejściem, to różowowłosa istotka przestała mieć szczególne znaczenie. Nawet narzekania matki nic nie pomogły pod tym względem. Generalnie Shiro czasami zamieniał parę słów z koleżankami "szlachcianki". Trzeba szczerze przyznać, że lubił małomówność i konkretność niebieskowłosej. Przynajmniej jedna mądrzejsza istota do prowadzenia rozmów. Natomiast beztroska, jak również prostolinijność blondynki czasami poprawiała mu humor. Shiro byłby gotów stwierdzić, że przypominała nieco z usposobienia "zaginionego" kolegę. Niestety zima przyszła na dobre i należało siedzieć nad książkami. Przecież egzaminy nadciągały wielkimi krokami... Ciekawe jaką Shiro zdobędzie średnią...


Ostatnio zmieniony przez Shirotori dnia 2018-06-24, 17:27, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   2018-06-23, 17:19

Shirotoriemu daleko było do barbarzyńcy, który kobietę swego serca próbował zdobywać naprężaniem  muskułów i niewybrednymi komentarzami. Paru takich kręciło się wokół Kaguyi, ale dziewczyna szybko i bezlitośnie obdzierała ich ze złudzeń. Droga białowłosego wydawała się słuszniejsza. W ukryciu widział, jak panna znajduje pozostawione przez niego kwiaty. Zawsze rozglądała się podejrzliwie z nastroszonymi brwiami, jakby myślała, że ktoś robi sobie z niej żarty. Nigdy jednak prezentów nie wyrzuciła, a nawet parę razy je powąchała z miną zdradzającą pewne oznaki zadowolenia.
Więcej miał szczęścia z dziewczynami niż kami. Żadne, nawet najmniejsze bóstwo nie odpowiedziało na jego modły. Wyczytał, że kryształ, z którego miał amulet należy do Takamagahary i niekiedy kami zostawiają niewielkie ich ilości w Soul society z nieznanych powodów. Istniała hipoteza, że robią to bezwolnie podczas przemieszczenia się między światami, gdzie część wyzwolonej w trakcie tego procesu energii krystalizuje się. Drugi talizman pochodził ze sławnej świątyni czterech wiatrów mieszczącej się w czternastym okręgu ćwiartki zachodniej. Podobno powstała na wzgórzu będącym miejscem urodzenia pewnego niezwykłego dziecka. Z czterech stron niebios nadeszły kami, które obdarzyły noworodka błogosławieństwami. Później dziecko wyrosło na potężnego wojownika i stało się pierwszą głową rodu Oka. Wpierw jednak doszedł do pozycji kapitana XIII dywizji, który zginął pięćset lat temu zabity przez potężnego arrancara. Sam ród przetrwał niewiele dłużej, gdy na skutek serii nieszczęśliwych zdarzeń jego członkowie wymarli. Akurat o tym Shirotori wyczytał w książce, która wcześniej zdobyła zainteresowanie Kaguyi. Lektura pokazała, że w Seireitei funkcjonowało setki rodów, na które w końcu przyszedł czas. Niektóre popadały w ruinę, inne wymierały, a jeszcze inne trafiały w niełaskę i były pozbawione majątku, a często także pozbywano się ich z białego miasta. Szczególnie bolesny los dotknął klan Ryōdoji, czyli jeden z pierwotnych rodów. Za zdradę, której szczegóły nie zostały opisane w książce, każdy członek rodziny wliczając w to kobiety i dzieci został wygnany w pusty, tunelowy świat znajdujący się pomiędzy Soul society, a światem żywych.

***

Długo oczekiwane egzaminy końcowe zwaliły się z mocą nawet na dobrze przygotowanych studentów. Mieli trzy egzaminy pisemne; z prawa, historii i pustych, z czego tylko do tego ostatniego Shiro było jako tako przygotowany. Pozalekcyjne zainteresowania pozwoliły mu zdobyć trochę wiedzy o historii, ale już o prawo mógł się poważnie obawiać. Szczęśliwie trafił z pytaniami, więc parę dodatkowych punktów może uda się wyciągnąć. Na teście z historii również coś napisał, ale jeśli chodzi o pustych to pytania zdecydowanie mu niepodeszły. Gdyby się w ogóle nie uczył, to mógłby już gotować się na poprawkę, a tak wciąż tliła się nadzieja.
Egzamin z zanjutsu i hakudy wyglądał podobnie z tym, że tutaj dali mu bokken, a tutaj nie. Za każdym razem walczył z beznamiętną sztuczną duszą, której umiejętności miały odzwierciedlać możliwości przeciętnego studenta drugiego roku. Żaden z pojedynków nie zakończył się przed wyznaczonym czasem pięciu minut i Shirotori toczył dość wyrównany bój ze automatami. Przed walką kazano mu na rozgrzewkę pokazać kilka chwytów i ruchów i to byłoby na tyle, a same egzaminy trwały około dwudziestu minut.
Bardziej rozbudowany okazał się test z kido, który obejmował zarówno wiedzę teoretyczną, jak i praktyczną, a do tego musiał pochwalić się znajomością kilku metod treningu kontroli reiatsu. Unieruchomić bakudo kolejną sztuczną duszę, a drugą uszkodzić w jak największym stopniu przy pomocy hado. Egzamin trochę trwał i Shiro musiał rozsądnie dysponować zapasami rei. Ostatecznie po wyjściu z klasy miał dobre przeczucia i mógł być dumny z tego co tam pokazał.
Po ostatniej z prób czekało ich kilka dni nerwowego oczekiwania na ogłoszenia wyników. Te nadeszły pewnego dżdżystego marcowego poranka.

http://bleach.forumpolish.com/t302p270-gowny-budynek
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Akademik: Pokój Shirotori   

Powrót do góry Go down
 
Akademik: Pokój Shirotori
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Soul Society :: Seireitei :: Akademia Shinigami-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs.com