IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 CZarasowy konkurs

Go down 
AutorWiadomość
Imperator Kuchiki



avatar

Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
130/130  (130/130)

PisanieTemat: CZarasowy konkurs   2018-08-01, 15:26

CZarasowy, bo CZarasa pomysł na konkurs, cytując: "Krótka opowieść, w której gracze opowiadają życie postaci po tych 10 latach. Związki, nowe pozycje społeczne, a może zmiana charakteru i wyglądu. No i tak żeby sprawdzający nie mieli a bardzo przekopane to tak do jednej strony a4 czcionką 12". Czyli w skrócie jak widzicie swoje postacie za dziesięć lat (w przygodzie, nie realu).

Każdy kto pochwali się swoją pracą otrzyma trzy lootboksy, a zwycięzca oprócz boxsów dostanie również tajemnicze CZarasowe błogosławieństwo.

Konkurs trwa do 31 sierpnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruaki



avatar

Mistrz Gry : Imperator Kuchiki

Karta Postaci
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Reiatsu:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: CZarasowy konkurs   2018-08-08, 18:04

-Kapitanie Onpuu... Znaleźliśmy miejsce ukrycia artefaktu. Czy mamy podejmować jakieś działania?- Młoda, czerwonowłosa shinigami patrzyła wprost na Shiro i próbowała odgadnąć jego zamiary. Jednak mężczyzna stał zamyślony nad mapą nowo okrytego świata. Wreszcie westchnął ciężko, a następnie nakreślił jakieś poprawki. Dłuższą chwilę zajęło nim zainteresował się swoim gościem. -Naszykujcie odpowiednie dary dla bogini. Najpierw spróbujemy coś wynegocjować, a później zobaczymy. Nie możemy sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Pamiętaj Aelyn, że nie jesteśmy tutaj mile widziani...- Białowłosy wyprostował się niczym wilk gotowy do skoku na swoją ofiarę. Jego szyję szpeciły trzy, długie blizny. Pamiątka po spotkaniu z dość paskudnym bóstwem wojny. Obecnie mężczyzna śledził uważnie każdy ruch podopiecznej. Dziewczyna jedynie skinęła głową, wykonała ukłon i zaraz zniknęła za wejściem parawanu -Przypomnij mi... Po co właściwie tutaj jesteśmy drogi Wilczku...- Rozbawiony, męski głos odezwał się wewnątrz głowy Shirotoriego. Mężczyzna nie był z tego faktu wielce zadowolony. Szczególnie, że duch jego miecza nadawał mu przeróżne pseudonimy np. "Wilk Południa", "Pupilek Amaterasu", "Drapieżnik". Poza tym zawsze pałał niezdrowym optymizmem i podchodził do wszystkiego z lekkim rozbawieniem co szczerze denerwowało białowłosego. Jednak Shiro nie mógł narzekać, bo dostał najlepszy miecz władający żywiołem wiatru. -Przecież wiesz... Szukamy artefaktu, który pozwala na przemianę. Coś jak maska Vizarda albo Resurrection. Byłbyś zadowolony mogąc uwolnić pełnie swej mocy, prawda?- Shiro wiedział, że towarzysz celowo go podpuszcza. Po prostu lubił słuchać o ambitnych planach mężczyzny. Szczególnie odkąd przekroczyli bramy świata bogów, czyli kami. Białowłosy dokonał tego wielkim kosztem, a klucz pozyskał jeszcze za czasów akademickich. Jedna z odległych historii, które brzmią niczym bajki bądź legendy. -Wtedy moglibyśmy opracować nową, jednorazową technikę. Na przykład Kamikaze, czyli Boski Wiatr... Dywizja 14 byłaby dumna ze swojego kapitana "Drapieżnika".- Najwyraźniej głos powstrzymywał się od parsknięcia śmiechem. Tymczasem Shiro spojrzał na swoją katanę ostrzegawczo. Pewnie wyglądał teraz komicznie, ale trudno... Nie musiał nikomu udowadniać swojej racji. Kiedyś także ćwiczył jako uczeń bądź stażysta. Później przydzielono go danej dywizji aż wreszczcie dorobił się własnej. Skoro Oddział 13 sprawował pieczę nad Światem Żywych... Ktoś musiał eksplorować te niezbadane tereny. W końcu istniały nie tylko dobre bądź neutralne bóstwa. Te "złe" także miały dość siedzenia pośród mroków pozostałych krain. Czy czekała ich wojna? Wszystko możliwe... Głównie dlatego Shirotori zaczął szkolić pod swoimi skrzydłami wyłącznie osoby obdarzone jakimkolwiek "błogosławieństwem". Wystarczyły odpowiednie umiejętności, przemiana w konkretne zwierzę bądź jakiś element bestii. Nawet moc miecza oparta na żywiole była mile widziana wśród tutejszych szeregów. -Nie bocz się, bo twoi podopieczni jeszcze pomyślą, że chcesz kogoś rozszarpać...- Tym razem głos wydawał się lekko zirytowany, jak również znudzony. No cóż... Nikt przecież nie powiedział, że będzie łatwo. Choć Shiro trzymał żelazną dyscyplinę wśród swego oddziału, to czasami przymykał oko na drobne wybryki. Poważniejsze wykroczenia karał dość surowo, ale sprawiedliwie. Generalnie mężczyzna nie uważał siebie za alfę i omegę, jak również niezwyciężonego. Może właśnie dlatego podopieczni szanowali go, a nawet stawiali sobie za wzór? Trudno stwierdzić jednoznacznie... Tylko jedno było pewne. Shiro zawsze wybierał sobie trzech zastępców. Tylko im dawał jako taki kredyt zaufania, a oni siłą rzeczy musieli zaakceptować jego drapieżną naturę. Podczas bitw walczył do samego końca. Oczywiście ponosił ofiary w ludziach, ale skrzętnie maskował żal, złość bądź niezadowolenie. -Kapitanie Onpuu... Bogini chcą z tobą pomówić.- Czerwonowłosa shinigami ponownie stanęła przed obliczem Shiro. Tym razem mężczyzna skinął głową, chwycił miecz i opuścił swój namiot. Czekało go najtrudniejsze zadanie do wykonania...


-Tsuna Event-
Reitasu: 144
Życie: 70


Bitka IOWOI
PŻ 43/100
PR 10/81
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chikaze


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
250/250  (250/250)
Punkty Reiatsu:
1056/1056  (1056/1056)

PisanieTemat: Re: CZarasowy konkurs   2018-08-20, 13:53

Gdzieś wysoko w górach północnej ćwiartki sześćdziesiątego siódmego okręgu znajdowało się ubite pole. Jedno z wielu jak się okazuje – pewna osóbka upodobała sobie tworzenie miejsc zupełnie na płasko, gdziekolwiek by się nie znalazła. Połacie to było całkiem spore – mniej więcej boiska szkolnego. A co do samej persony - pierwsze co się rzucało w oczy to długie, blond włosy, które od paru lat nie widziały chyba fryzjera. Sięgające aż za pas opadały swobodnie na ubitą górką ziemię, zakrywając lekko połyskujące, czerwone oczy. Sama w sobie była drobna, ale pod wypłowiałym słomkowym Haori i szarym, poszarpanym ubraniem znajdowało się całkiem sprawne mięśnie. Najbardziej sfatygowanym elementem stroju był jednak pomarańczowy szalik – pocięty, pozszywany, więcej miał czerwonawych plam od krwi niż swojej właściwej barwy. Mimo to nie rozstawała się z nim nawet na moment.
Klasa B+, stopień szkodliwości drugi, 20000 ryo. Drugie tyle jeżeli dostarczy się ją żywą. Zawsze miała talent do kłopotów. Ciągnie swój do swego, najwidoczniej. Gdzie była tam się one pojawiały. Czy ta ocena była adekwatna czy zaniżona – trudno powiedzieć. Już nie chwaliła się mocą, więc pokazywała tylko tyle ile było potrzeba.
Takamagahara obrodziła w plejadę różnych zdarzeń. Otrzymała to co chciała – nie dość, że został jej wskazany kierunek gdzie powinna szukać swojej „siostry”, to jeszcze otrzymała pomoc od bóstw, stając się wysłannikiem jednego z nich. Którego – ponoć to nie miało teraz znaczenia, mówiła. Może gdy jeszcze się tym chwaliła to miało, teraz sama jej reputacja wystarczała. A może po prostu blefowała, jak zwykle, i ta pomoc polegała na czymś innym? Wróciła stamtąd silniejsza w każdym razie. Jak się skończyło spotkanie z siostrą – również nie mówiła. „To skomplikowane”, mówiła Chikaze, i ucinała temat. To było jeszcze wtedy, gdy postanowiła stworzyć sierociniec dla młodych dusz, w środkowej części Rukongai. Na tyle daleko od Shinigami by się nie interesowali za bardzo, na tyle od dalszych okręgów by ktoś czasem tam się nie kręcił nieprzyjemny. Miała w tym cel, poza pomocy dzieciom – znaleźć silne dusze i je wyszkolić do pomocy w jej celach. Ona pozyskiwała środki polując na dusze, Daisuke, który już trochę podrósł i był w stanie sam obronić się przed nawet groźniejszymi oponentami, pilnował całość. Nawet planowała coś podobnego zorganizować w świecie żywych, ale rzeczy się zaczęły psuć gdy ktoś skojarzył pewne fakty. Soul Society pozyskało informacje od Accretii i na odwrót, trochę na drodze przypadku, i to w momencie gdy ta próbowała delikatnie wykładać Soul Society, że społeczności zagraża niebezpieczeństwo. Tożsamość porzucona przez dziewczynę wyszła na światło dzienne, i od razu nabrała zdecydowanie innego wydźwięku jako osoba. Nie było wiadomo co potrafi, jakie stwarzała zagrożenie... Poza tym, że grała na nosie właściwie każdej większej organizacji. Czując, że powoli była przypierana do muru nie zdecydowała się jednak podać konkretów, czego od niej żądano. Obawiała się ściągnięcia na siebie uwagi sił z którymi nie da sobie rady. Rozbudziła tym samym jedynie obawy co do swojej osoby, i jej kulawe negocjacje skończyły się dość radykalnym zamknięciem ośrodka, w trakcie których Daisuke został ciężko ranny, podopieczni zostali w dużej części zabrani jako rekruci, a ona sama była zmuszona uciec... Chociaż nie bez ofiar. Jej shunpo po tym czasie dalej się wyróżniało, acz jej wieloletnie wysiłki roztrzaskały się w drobny mak. Oficjalnie z osoby podejrzanej stała się jednym z wielu kryminalistów, i to tej z wyższej, międzywymiarowej półki. Często zmieniała miejsca pobytu, starając się, tak jak zwykle, szlifować swoje własne umiejętności. Z czasem jednak traciła poczucie sensu tego co robiła, czemu dała ostateczny wyraz gdy w końcu Daisuke odnalazł ją. Chciał dalej jej towarzyszyć, ale ta pamiętając co się stało nie chciała pozwolić, by tamta sytuacja się powtórzyła. Słowa nie trafiały do ani jednego ani drugiej, przez co doszło do pojedynku, który wygrała Chikaze. „Chcesz bym przy Tobie była, ale nie potrafisz mnie utrzymać. Gdy pokażesz... Bądź gdy zrobi to ktoś inny, że jest w stanie to uczynić... Moja wola stanie się jego wolą.”. Tak powiedziała, i od tamtej pory się nie widzieli.
Z czasem stawała się coraz bardziej obojętna. W skupiskach dusz pojawiała się rzadko. Często zmieniała swoje położenie, a i tak znajdowali ją różni łowcy nagród – czasem shinigami. Niekiedy chciano ją zwerbować do jakiś grup, ale do tej pory udawało jej się wychodzić zwycięsko. Zabijała jedynie, gdy osoba nie uciekała i pomimo okazanej łaski dalej pragnęła jej śmierci. Próbowała zabijać tylko te „złe” dusze, acz parę szarych czy sprawiedliwych przypadków też poległo z jej ręki. Bądź dziwnej, ostrej emanacji energii bądź eksplozji, która pojawiała się bez żadnego ostrzeżenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CZaras



avatar

Mistrz Gry : Don Imperatore

Karta Postaci
Punkty Życia:
420/420  (420/420)
Punkty Reiatsu:
751/751  (751/751)

PisanieTemat: Re: CZarasowy konkurs   2018-08-30, 15:51

Nazywam się Avorrit, najnowsza z Arrancarów. Tuż po zerwaniu maski odziano mnie w biały mundur oraz nadano pokój… Przestałam czuć głód, jestem wdzięczna. Teraz czekam na posłańca, który miał przyjść i wyjaśnić mi mą przyszłość. Pukanie do drzwi… To on. Otworzyłam je, a szczupły mężczyzna skłonił mi się grzecznie.
- Pan daje Ci dwie możliwości na początek Twej służby. Albo dołączysz do Exequias albo trafisz pod skrzydła, któregoś z Espady, jako jego Fraccion. - Druga opcja bardziej mi odpowiadała, więc z głosem, który mimo usilnych prób nie udało się ukryć krzty nadziei zapytałam:
- A czy któryś z dziesięciu mieczy wyraził zainteresowanie mymi usługami? – Ten uprzejmy Arrancar uśmiechnął się, jakby z wyrazem politowania.
- Tylko jeden. Piąty Espada chciałby byś przyszła na spotkanie jego armii pokutnej. – „armia pokutna”… Mężczyzna wypowiedział te słowa z kpiną w głosie, ewidentnie nie była to oficjalna nazwa. Poprosiłam, jednak by mnie zaprowadził. Udaliśmy się korytarzami Las Noches, aż do dużych drzwi wiodących do prostego, kwadratowego budynku z białego kamienia. Weszłam do środka sama. Większość budynku zajmowała główna sala, wysoka na kilkanaście metrów, której strop wstrzymywały dwa rzędy filarów. Na posadzce wystawione było około dwudziestu mat, na których klęczeli Arrancarowie, wpatrzeni w jedynego z tu obecnych, który klęczał w przeciwnym kierunku. Był to wielki przeszło dwu metrowy mężczyzna o oliwkowej barwie skóry oraz całkowicie wygolonej głowie. Złote oczy od razu spoczęły na mnie i wskazały pustą matę, której z początku nie dostrzegłam. Gdy podeszłam bliżej zauważyłam, więcej szczegółów. Po jego lewicy stał wielki, oburęczny młot o ostro zakończonym końcu, mundur mężczyzny zakrywał całe jego ciało poza dziurą w klatce piersiowej oraz dwoma potężnie zbudowanymi ramionami. Na barku jednego z nich wytatuowana była cyfra pięć, to był on, Piąty Espada, Fortalesa Martell. Klęknęłam i zorientowałam się, że przy każdej macie poza moją znajdują się krótkie, potrójnie zakończone bicze. Wówczas niskim głosem zabrzmiał przywódca całego zbiorowiska.
- Nosząc maski popełniliśmy wiele grzechów. By te zostały odpuszczone musimy poddać się pokucie! – Jak na hasło wszyscy z obecnych zdjęli górne części mundurów, kobiety pozostały w samych biustonoszach, natomiast mężczyźni mieli całe gołe torsy. Zebrani chwycili za bicze i zaczęli okładać się nimi po plecach. Nie był to czczy symbol, mimo hierro na plecach Arrancarów powstawały szramy, a po ich ciałach spłynęły stróżki krwi. Rytuał trwał dobre pół godziny, po których pierwszy przestał sam Espada i gestem dłoni nakazał przerwać biczowanie i swym podkomendnym, by ponownie zacząć mówić swym donośnym głosem.
- Popełnialiśmy niewybaczalne grzechy pędzeni wiecznym głodem, to prawda, której nie da się zaprzeczyć… Jednak, jaki mieliśmy wybór? Karmić się skrupułami i dać się zeżreć tymi, którzy ich nie mieli? Czy też może oddać się ostrej jak brzytwa jałmużnie Shinigami i mieć nadzieje, że za życia, którego nie pamiętamy byliśmy potulni jak baranki, bo w przeciwnym razie wylądujemy w piekle? Nie! Jedyną szansą na godny byt dla Hollow jest Las Noches i zerwanie maski. Nam się udało i radujmy się z tego powodu, nasze żądze zostały oddzielone od rozsądku, a głodowi nastąpił kres! Możemy sami decydować o swym postępowaniu oraz losie. Za to jesteśmy winni wieczną wierność pałacowi. Wielu z nas, jednak nie miało tyle szczęścia co my. Wciąż wiją się po bezkresnej pustyni w żałosnym istnieniu, ciągłej wojnie o przetrwanie. Nie zapomnijmy o nich! Pamiętajcie o tym, bo to jest nasz cel. Dotrzyjmy do tylu Pustych ilu się tylko da, nim zrobią to Shinigami i dajmy im nowe życie! Po tym tych, którzy będą podzielać nasze poglądy musimy zwerbować, aby poszerzać nasze możliwości. Teraz radujmy się z powodu szczęścia, które nas zastało bracia i siostry! – Do pomieszczenia wtoczone zostały dwie wielkie beczki, z której Arrancarzy, którzy jeszcze przed chwilą biczowali się z pokorą przepraszając za grzechy, nalewali sobie jakiś napój i śmiejąc się rozmawiali jak gdyby nigdy nic. Tak, oto zostałam Fraccion Piątego Espady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venator


avatar

Mistrz Gry : Watanabe-san

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
64/64  (64/64)

PisanieTemat: Re: CZarasowy konkurs   2018-08-31, 23:59

Gabinet urządzony w stylu europejskim. Vincenzo siedział przed ciężkim, zdobionym biurkiem. Zanurzywszy pióro w kałamażu, spisywał raport. Zaraz odłożył przyrząd, rozejrzawszy się po pokoju. Papierkowa robota wypełnia jego pierwszą połowę dnia. Minęły trzy lata od kiedy został oficerem Szóstego Oddziału i dorobił się wygodnej pozycji na ósmym miejscu. W Soul Society, czy samym Seiretei, spędził siedem lat. Akademię ukończył w trybie przyśpieszonym. Już wówczas zwrócił uwagę z jaką łatwością manipuluje się reiryoku. Przynajmniej w porównaniu do tego co doświadczał na Ziemi. Była to niecodzienna sytuacja dla osoby z zewnątrz. Zwłaszcza osoby żywej, która postanowiła zamieszkać w zaświatach. Był jeszcze człowiekiem? A może był już duszą? Nie widział w tym problemu. Przeszłość pozostawała przeszłością. Dawne sprawy zostawił za sobą. Zdołał docenić prawdziwą wolność jaką jest... No nie jest. Od razu nie zaznał tej przyjemności. Porucznik Dwunastego Oddziału nie dawał mu spokoju. Pragnął zaprzęgnąć Vincenzo do pracy nad swoim projektem. Projektem nad którym Vincenzo nie miał wiele do powiedzenia. Wizjonera zamknąć w pracy odtwórczej? Ani myśli... Oparł się pokusie, nie zawarł umowy, wobec której otrzymałby prywatną pracownię w zamian za twórczą wolność. Bycie rozliczanym z każdej rzeczy jaką stworzył. Rzeczy które wolał pozostawić sobie, ponieważ sam dobrze wie jakie zastosowanie miał jego wynalazek. Już i tak jego dotychczasowy sprzęt został niemalże skonfiskowany. Co go uratowało przed potencjalną konfiskatą, to jego wadliwość w środowisku o wysokim poziomie reiryoku. Właście kalibracje przyszły z czasem, o których nie dowiedział się Dwunasty Oddział. Jeszcze... Gdzie poszedł zatem? Nie był to Szósty Oddział. Nie od razu. Z początku wszedł w szeregi Trzynastego Oddziału. Racjonalizował ten wybór doświadczeniem jako ludzki specjalista od spraw duchowych, ale i człowiek urodzony w czasach współczesnych. Wbrew swym oczekiwaniom nie był wysyłany na misje w terenie, a zamknięto go w czterech ścianach sali wykładowej. Jego podejście do rozmycia się w tłumie czy do eksterminacji pustych różniły się od poglądów głoszonych przez konserwatywnych wykładowców czy ofierów... Aczkolwiek odnalazł swoje nieliczne grono słuchaczy, dla których zmysł taktyczny przeważał o zwycięstwie – a nie siła. Może dlatego, gdy Łowca postanowił przejść na "emeryturę", oraz zamieszkać w koszarach Szóstej Dywizji, razem z nim przeniósł się świeżo upieczony absolwent. Kotone, bo tak nazywa się pomocnik oficera, jest drobnym, ciemnowłosym piegusem zajmującym miejsce przy swoim biurku, po prawicy Vincenzo. Podlotek był cichą niezdarą, lecz we wszystko co robiła wkładała całe serce. Porównawszy to do pierwszych dni... Martwe ryby przejawiały większe oznaki życia i entuzjazmu. Cieszył się z pozytywnego wpływu jaki wywierał na dziewczynę. Cieszył się, że pierwszy raz, od kiedy rozwiązał swój ród, doświadczył uczucia rodzinnej bliskości. W gabinecie zwracali się do siebie po imieniu. Poza nim zachowywali się wobec siebie formalnie. Forma szacunku, której oczekuje się od żołnierzy Szóstego Oddziału. Jednakże przychodząc tutaj... Oczekiwał czego innego.
Kapitan jest aroganckim pięknisiem z wysokiego rodu, który interesuje się życiem Oddziału tylko wtedy, gdy coś plami jego imię. Z kolei porucznik przeszedł taką indoktrynację, że wykonywał polecenia jak maszyna. Szczęście w nieszczęściu, Łowca otrzymywał tyle swobody ile jej potrzebował. Góra nie interesowała się tym co robi. Pozycja ósemki nie wyróżniała go, ani nie wywyższała. Nie omijał spotkań, na których po prostu był. Podobnie miało się z zebraniami oficerów Oddziału. Wszystko składało się do statystyki. Jakby o tym pomyśleć, życie w Szóstce nie różniło się wiele od pracy w Korpusie Karabinierów.
Patrol w Seiretei, w celu utrzymania dyscypliny wojskowej, Vincenzo rozpoczynał późnym popołudniem. Pełniąc służbę zakładał na ramię opaskę będącej dowodem jego funkcji. Na nocne spacery zabierał ze sobą latarkę oraz paczkę suszonych owoców. Jego podwójny zanpakutou, daisho, nosiła Kotone. Łowca nie sięgał po broń, gdy nie był do tego bezwględnie zmuszony. Uczył dziewczynę pokory oraz dyscypliny. Samemu nie sięgając po broń, fizycznie uniemożliwiał jej możliwości sięgnęcia po własną. Nie bez sprzeciwienia się poleceniom przełożonego. Co na szczęście, dotychczas, nigdy nie miało miejsca. Zresztą, nie musiała się im sprzeciwiać. Postawa Łowcy budziła respekt. Jego intencje były szczere niezależnie do sytuacji. Nie wywyższał się, ani nikogo nie poniżał. Konfilkty rozwiązywał – nie tyle co literą prawa, a zdrowym rozsądkiem oraz zrozumieniem drugiej duszy. Ze względu na swój sposób działania, zdołał zaprzyjaźnić się z administracją oddziałów leczniczych, archiwistów, dyplomatów oraz strażników Rukongai.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
130/130  (130/130)

PisanieTemat: Re: CZarasowy konkurs   2018-09-08, 21:26

Po burzliwych rozprawach jury konkursowego zdecydowano, że zwycięzcą CZarasowego konkursu zostaje Haru! Podziękowania dla wszystkich uczestników za udział i niechaj Waszym postaciom uda się przeżyć te dziesięć lat, aby mogły się ziścić ich marzenia :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: CZarasowy konkurs   

Powrót do góry Go down
 
CZarasowy konkurs
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Offtop :: Gry :: Konkursy-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblog.com